[© 2018]

zwierzyniec

Sonia – moja ukochana psiczka

Pyśka była ze mną 20. lat, co dla psa jest raczej sędziwym wiekiem. Nie straciła jednak do końca wigoru, choć coraz bardziej ją wszystko wpieniało. To jednak spokojnie można zrzucić na karb dostosowywania się psicy do mnie… ;-)

Przyjechała ze mną do domu w okolicach przełomu tysiącleci i szturmem zdobyła sobie bezwarunkowe uwielbienie całej rodziny. Dzięki powyższemu mogła robić praktycznie wszystko co chciała, włącznie ze spaniem na mojej poduszce i zjadaniem mi kanapek… Po prostu nie potrafiłam jej ochrzanić, a ta skrzętnie to wykorzystywała ;-)

Domowe Stado Spanieli

Ten rudy cud po lewej to Sata – obecnie 11-letnia spanielka, od której stado się zaczęło. Po prawej widać bowiem połowę z jej dzieci, baraszkujących w śniegu.

Sata jest złotym psem nie tylko ze względu na kolor. Idealnie grzeczna, posłuszna, a przy tym uwielbia się bawić. Jeździmy czasami razem rowerem – tzn., ja jeżdżę, a Sata z uśmiechem na pysku i rozwianym włosem leci obok, obwąchując przy okazji każde drzewo, płot czy krzak ;-)

Z jej dzieciaków natomiast każdy jest inny…

Dyda – istna księżniczka. Delikatna, subtelna, niesamowicie piękna, ale jak trzeba potrafi warknąć. Ustawia sobie wszystkie psy w domu jak chce.

Ciupka – wieczne dziecko, wystarczy że zobaczy kogoś w zasięgu wzroku i już jest gotowa do zabawy. Łagodna i wbrew pozorom posłuszna.

Sprite – urodzony myśliwy, nie przepuści żadnemu owadowi czy nawet gryzoniowi. Zdecydowany, potrafi walczyć o swoje, ale cudowna przylepa.

Syriusz – oaza spokoju połączona z absolutną pewnością siebie. Jak czegoś chce, to nie ma na niego mocnych. Nie idzie go wkurzyć.

Pozostałe dwie psiczki zostały adoptowane przez rewelacyjnych ludzi, Księżniczka ma iście książęce warunki, a Awa (imię powstało od “awanturnicy”…) stanowi oczko w głowie nowej Pani.

Powiem wam jedno: nie ma to jak dużo spanieli razem. Lepsze niż TV :-)

Bengalskie piękności – Chila i Chika

Szeregi naszego stada zasiliły niedawno Koty Bengalskie o imionach Chila i Chika. Uspokajam wszystkich od razu – koty rodowodowe, żadne tam na lewo.

Mieliśmy spore problemy socjalizacyjne, bo najwyraźniej Chila nieszczególnie wiedziała, co to człowiek. Przy okazji tej informacji zaznaczyć warto, że jak będziecie chcieli kupować kota – to chętnie podpowiem, skąd nie brać…

Chika jest dosłownie odwrotnością Chili. Też Bengalka, też z rodowodem – ale miziasta taka, że hej. Może dlatego, że przez pierwsze trzy miesiące swojego życia siedziała w naprawdę fajnej hodowli, a później od razu trafiła do nas. Od pierwszego dnia zaczęła sobie ustawiać psy i człowieki ;-) Tak, że aklimatyzacja była szybka.