Posted by Kira on Styczeń 18th, 2013

kobiety o wiek się nie pyta, ale trzeci krzyżyk na koncie już mam. co się z tym zwykle wiąże, mam też męża, dom, rozmaite obowiązki (których przeważnie pieruńsko nie lubię), a przede wszystkim coś na kształt pracy. o tym jednak niżej.

wykształcenie mam dość różnokierunkowe – niezdecydowane, jak mawiają złośliwi, ale nie mają racji. po prostu uczę się wszystkiego, co mnie osobiście interesuje. tą metodą udało mi się zostać kolejno:

  • elektronikiem ze specjalnością z sieci komputerowych
  • administratorką systemów teleinformatycznych
  • handlowcem, czego szczerze nienawidzę i unikam jak ognia, choć jestem w tym niezła
  • dziennikarką, aczkolwiek skupiam się raczej na felietonach i komentowaniu bieżących wydarzeń
  • całkiem sprawną copywriterką, głównie w dziedzinach mi bliskich
  • ratowniczką medyczną, kręci mnie bycie na tej pierwszej linii i satysfakcja, jaką to daje
  • blogerką, w pełni zawodową, chociaż jak widać prywatnie też lubię sobie popisać
  • skutecznym ‘buforem korespondencyjnym’ między firmami a różnymi urzędami

w planach na przyszłość mam natomiast jeszcze:

  • ukończenie w końcu rozpoczętych jakieś… 100 lat temu… studiów lekarskich
  • doszlifowanie angielskiego na tyle, żeby realizować zlecenia z UK
  • nauczenie się niemieckiego w stopniu pozwalającym na pracę w zawodzie w DE
  • ukończenie szkolenia z zakresu ratownictwa weterynaryjnego

jeśli chodzi o “coś na kształt pracy”, to od kiedy dostałam dowód osobisty, zawsze starałam się jednak zasuwać na swój rachunek, nie na cudzy. miałam w tym kilka przerw na różne etaty, ogólnie jednak sprawdziłam i to po prostu nie dla mnie. za bardzo cenię sobie pracę we własnym tempie, w odpowiadających mi godzinach, bez marudzenia nad głową że coś należy zrobić inaczej “bo tak”, mimo, że to mniej ergonomiczne. nie przeczę, że dużą rolę odegrała tu moja Sonia, która tak panikowała zawsze, jak wychodziłam z domu, że kwestię zarabiania pieniędzy musiałam rozwiązać jakoś bez tego wychodzenia.

mniej zawodowo a bardziej prywatnie – chociaż nie mówię, że to się nie zmieni – uwielbiam zwierzęta. mam własne spore stadko, a w wakacje czasami prowadzę coś w rodzaju domowego hoteliku – na kilka dni, jak ktoś znajomy jedzie akurat wypocząć i nie może zwierza zabrać. zastanawiam się całkiem poważnie nad zrobieniem z tego regularnej działalności, jednak powstrzymują mnie ciągle całkiem spore nakłady finansowe, konieczne do stworzenia odpowiednich warunków dla większej liczby psów.

uwielbiam jeździć rowerem. w sumie, to nawet nie mam innego środka lokomocji. nigdy nie podchodziłam nawet do robienia prawa jazdy, na dłuższe trasy wystarczą autokary i pociągi, a krótsze zdecydowanie wygodniej jest przebyć na dwóch kółkach. tezę tą jednak szlag trafia zimą, toteż myślałam już parę razy o jakimś fajnym skuterze, z gatunku tych, na których nie siedzi się jak na krześle i nie trzeba na nie wyrabiać prawka. rowerem jeżdżę też czysto hobbistycznie po okolicznych lasach, których – mimo starań miłościwie nam panujących władz – jeszcze trochę mamy i są pięknym i przyjemnym miejscem wypraw.

próbuję aktualnie walczyć z nałogiem tytoniowym, co wychodzi mi… no, nie wychodzi. częściowo przerzuciłam się na e-papierosy, częściowo na pastylki do ssania z nikotyną, ale jednak te fajki są czymś całkiem innym i kiedy pracuję, potrafię wykończyć ich całkiem sporo. może kiedyś się ich pozbędę i przestanę się dusić po paru długościach basenu czy kilkudziesięciu km na rowerze. możecie trzymać kciuki ;))