|
|
|
Kira MD: * Wyodrębnij samodzielnie swoje DNA * czytaj...
|
|
felietony: * Premium SMS - ile faktycznie zapłacisz? * czytaj...
|
|
|
|
Cofamy się nieco w czasie. Niewiele, zaledwie do 25. czerwca 2009 roku. Tego właśnie dnia ochroniarz Michaela Jacksona dzwoni pod 911 z prośbą o pilne
przysłanie ekipy reanimacyjnej. Informuje o zatrzymaniu oddychania u 50-letniego mężczyzny.
Ani razu nie pada nazwisko Jacksona, ratownicy
jednak wyjeżdżają i po chwili są na miejscu. Pacjent zostaje przewieziony do UCLA Medical Center.
 Tego samego dnia, nieco później, brat Michaela, Jermaine Jackson, wygłasza w UCLA oświadczenie.
Zgodnie z jego treścią, Król odszedł o 2:26 pm czasu lokalnego, po długiej reanimacji, w którą zaangażowany był cały zespół medyczny. Jermaine nie odpowiada na pytania, co w takiej sytuacji jest zrozumiałe. Świat natomiast obiega informacja, że Król Popu, Michael Jackson, zmarł
właśnie w szpitalu UC w Los Angeles. I wszystko byłoby jasne, gdyby nie dokumenty
UCLA.Kolejny po TMZ szmatławiec kręcący się koło śmierci Michaela to News of the World. Wydobył on ze szpitala UCLA raport
ratowników, którzy pojechali do rezydencji Jacksona. Szmatławiec szmatławcem, można by się nim nie przejmować, ale treść raportu
potwierdził też dr Steven Hoeffin, przyjaciel rodziny Jacksonów. Powiedział on tak: He had no pulse and was not breathing. They
gave him an electro-cardiogram but he was flat-lined. They say he even had lividity, which meant the blood had sunk to the back, indicating his
heart had stopped a couple of hours earlier. This is the most important aspect of the report as it means he must have been dead for over an hour,
probably longer. Tłumaczenie: Nie miał pulsu i nie oddychał. Zrobiono mu elektrokardiogram, ale był on
zupełnie płaski. Ratownicy twierdzą, że miał nawet plamy opadowe, co oznacza, że krew spłynęła do pleców w wyniku zatrzymania akcji serca kilka godzin
wcześniej. To jest najistotniejszy aspekt raportu, ponieważ oznacza, że musiał być martwy od co najmniej godziny, prawdopodobnie
dłużej. Mimo tego jednak, ratownicy zaintubowali denata, podjęli reanimację i przewieźli go do szpitala zamiast bezpośrednio do
koronera. Ekhm. Zaintubowali...?Trochę teorii medycznej... - Plamy opadowe wyglądają trochę jak siniaki i często ludziom, którzy znaleźli nieboszczyka wydaje się, że był on ofiarą brutalnego
pobicia. Plamy opadowe są przeważnie sinego koloru, a tworzą się wówczas, gdy pod wpływem grawitacji krew, po zatrzymaniu krążenia, spływa do najniżej
położonych partii ciała. Mogą zacząć się pojawiać już w trakcie agonii, kiedy krążenie jest mocno niewydolne, zwykle jednak wykształcają się po około
godzinie do trzech od chwili zatrzymania krążenia.
Plamy pośmiertne (opadowe) są jedną z tak zwanych wczesnych oznak śmierci, bardzo
charakterystyczną i raczej nie do pomylenia z czymkolwiek innym. W każdym razie nie dla wyszkolonych ratowników medycznych czy personelu
szpitalnego. Określenie "jedną z oznak" oznacza jednak, że występują również inne zjawiska, po których poznać można, że człowiek nie żyje.
Tutaj interesuje nas najbardziej... - ...stężenie pośmiertne - kiedy ustaje akcja serca i praca organów wewnętrznych, do mięśni nie
jest już dostarczana energia z cząsteczek ATP. Jest ona zaś niezbędna do rozkurczu mięśni; kiedy więc już jej zabraknie, mięśnie sztywnieją i
pozostają w fazie skurczu. Stężenie pośmiertne rozpoczyna się od górnych partii ciała i postępuje w kierunku stóp, a zaczyna się mniej więcej w tym
samym czasie, kiedy powstają plamy opadowe. Po 1-3 godzinach stężeniem objęte są zwykle mięśnie mimiczne twarzy i inne drobne mięśnie.
I to
właśnie ten ostatni aspekt interesuje nas najbardziej. Reanimacja?
Zaintubowanie?Na zdjęciu wykonanym podczas przewożenia Michaela Jacksona do szpitala UCLA, w ambulansie, widać wyraźnie,
że został zaintubowany:  (Przy okazji: zwróćcie uwagę na świetnie widoczne
ucho. Jest normalnego koloru. Plam opadowych brak - a powinny być na dolnej części małżowiny.) Zresztą, określa to nawet standardowa
procedura reanimacji, która w przypadku asystolii (płaski wykres EKG) wygląda mniej więcej tak: ciągły masaż serca intubacja i
wentylacja płuc wlew soli fizjologicznej dożylnie 1-3 mg adrenaliny co 3-5 minut jeśli adrenalina nie pomoże, dożylnie 3
mg atropiny
Ok, denat miał już założone wcześniej dojścia dożylne więc tu problemu nie ma, można do nich wstrzykiwać cokolwiek. Mija się to
co prawda z celem, bo skoro nie ma krążenia to leki i tak nie rozejdą się po organizmie, no ale można.
Średnio natomiast widzę
zaintubowanie denata w momencie, kiedy - jak stwierdził dr Hoeffin, nie żył od grubo ponad godziny, występowały już plamy opadowe, a więc także z
dużym prawdopodobieństwem początkowe stadia stężenia pośmiertnego w obrębie twarzy i głowy.
No ale załóżmy, że go sobie zaintubowali i
przenieśli do karetki.
Po co reanimować denata?
Zgodnie z informacjami
przekazanymi przez ratowników, przy reanimacji i przewiezieniu do szpitala upierał się osobisty lekarz Jacksona, dr Murray. Na tyle skutecznie się
upierał, że ratownicy w końcu mu ustąpili.
Jestem w stanie to nawet zrozumieć: lekarze zwykle mają ratowników za "gorszą kategorię" pomocy
medycznej i wprost uwielbiają wytykać im błędy. Kiedy więc ekipa ambulansu natknęła się na uznanego kardiologa, który z uporem maniaka kazał im
reanimować trupa, zapewne po prostu dla świętego spokoju zrobiła to, co chciał. Choćby po to, żeby potem nie tłumaczyć się, dlaczego wbrew opinii
lekarza nie podjęli próby reanimacji - a tłumaczyliby się z tego na pewno, takie realia szpitalne.
Jackson zostaje więc przeniesiony do
karetki i odtransportowany do szpitala UCLA.
I tutaj przestaję rozumieć.
Ok, stan na moment dojazdu do szpitala jest taki: pacjent jest zaintubowanym denatem z plamami opadowymi, któremu ratownicy robią reanimację.
Karetka dojeżdża do szpitala, czeka na nią ekipa lekarzy i personelu medycznego.
Przy tej okazji chciałam zwrócić uwagę na jeszcze jeden
drobiazg, który ciężko zauważyć nie znając zasad reanimacji przy asystolii. Otóż jak już wspominałam, pacjentowi standardowo podłącza się kroplówkę z
płynem fizjologicznym. Czasami samym, czasami z rozpuszczonym lekiem - ale się podłącza. A teraz rzućmy okiem na fotkę, na której Jacksona przywożą do
UCLA:
 I gdzie ta kroplówka? Bo powinna dyndać gdzieś w obszarze
zaznaczonym czerwonym kółkiem, na takim pręcie mocowanym do noszy.
Kroplówki oczywiście nie stosuje się, jeżeli wiezie się nieboszczyka. Ta
fotka, zupełnie przypadkowo zapewne, potwierdza więc dodatkowo wersję ratowników.
Przenieśmy się teraz w czasie nieco do przodu.
Jermaine w oficjalnym oświadczeniu, które przekazano w UCLA i po konsultacji z UCLA, powiedział tak:
His personal
physician, who was with him at the time, attempted to resuscitate my brother. As did the paramedics who transmitted him to Ronald Reagan UCLA Medical
Center. Upon arriving at the hospital at approximately 1:14 p.m., a team of doctors including emergency physicians and cardiologists, attempted to
resuscitate him for a period of more than one hour and they were unsuccessful. Tłumaczenie:
Jego osobisty
lekarz, który był z nim wtedy (podczas ataku - przyp.), rozpoczął reanimację mojego brata. Podobnie, jak ratownicy, którzy zabrali go do UCLA. Po
przybyciu na miejsce, zespół, w skład którego wchodzili lekarze (ostrego dyżuru - przyp.) i kardiolodzy, przystąpił do reanimacji. Trwała ona ponad
godzinę, ale nie przyniosła rezultatu. Chwila moment!
Ok, ja rozumiem, że ratownikom nie chciało się żreć z
osobistym kardiologiem Jacksona i dlatego denat w ogóle trafił do szpitala, a nie od razu do koronera.
Ale czemu u licha ciężkiego w tymże
szpitalu zespół lekarzy, w tym kardiologów, przez kolejną bitą godzinę reanimował ewidentnego nieboszczyka?... Na cudowne wskrzeszenie
liczyli, czy co?
UCLA Medical Center to taki odpowiednik naszego uniwersyteckiego szpitala klinicznego. Daje to niemal pewność, że nie
pracuje tam banda idiotów, tylko najbardziej kompetentni specjaliści w swoich dziedzinach. Plamy opadowe pozna zaś nawet student pierwszego roku
medycyny.
Przy tym w samym UCLA Murray nie miał już nic do gadania, więc tutaj powodem podjęcia akcji reanimacyjnej nie mógł być jego
upór.
O co więc u licha chodziło lekarzom...?
Cóż, ratownikom,
Murrayowi i lekarzom z UCLA przyjrzymy się w następnym odcinku.
|
29 Apr 2010 by Kira | odsłon: 40
|
podsumowano (0) razy
|
|
|
|
|