Styczeń 15, 2016

apki cyfrowej nomadki cz. i – co zajmuje nam czas


organizacja czasu własnego nigdy nie była moją szczególnie mocną stroną. mówiąc wprost, wszelkie listy “to-do” świetnie mi wychodziły przy pisaniu, za to wcale jak trzeba je było wykonać. podchodząc więc do sprawy jak typowy informatyk zlokalizowałam problem i naniosłam trochę poprawek. aktualnie sprawdza się może nie idealnie, ale niewątpliwie coraz lepiej. jako, że ogarnięcie się czasowo też jest jednym z moich… no, bardziej marzeń niż planów na 2016r., to postanowiłam spróbować. i trochę przy tej okazji popisać, bo pewnie nie tylko mi, ale sporej części freelancerek też się przyda.

Continue reading

Lipiec 5, 2015

rusz tyłek i nie trać kontaktu, czyli o telefonach – sprzęt cz. I


jedną z największych zalet bycia freelancerem jest to, że nie ma się określonych godzin i miejsca pracy. jeśli więc akurat nie ma się nic konkretnego do roboty, a czeka się po prostu na maila czy telefon od klienta, można sobie spokojnie trzasnąć drzwiami i iść się trochę poruszać. ja osobiście jeżdżę rowerem i pływam – oba te zajęcia są dość często zabójcze dla sprzętu elektronicznego. no, przynajmniej w moim wydaniu… dlatego bardzo dokładnie wybieram, jakiego smartfona kupić.

Continue reading

Lipiec 4, 2015

z laptopem na plaży? kiepski plan


kiedy zaczynałam kilkanaście lat temu swoją przygodę (bo tak ją nadal traktuję na szczęście) z freelancingiem, wyobrażałam to sobie tak, jak obecnie większość początkujących na różnych forach i grupach netowych. wezmę sobie laptopa, wskoczę w bikini, zamówię coś zimnego do picia i będę zarabiać pieniądze, sącząc drinka nad basenem czy jakimś morzem. jeżeli mniej więcej na coś takiego liczycie, to z góry zapomnijcie. to tak nie działa.

Continue reading

Czerwiec 25, 2015

digital nomad, czyli gdzie przespałam ostatnią dekadę…? a. tak. w domu.

macie czasami tak, że jak wam się wszystko już dosłownie wali na łeb, nic nie sprawia frajdy, a rzeczy, którymi się zajmujecie od iluś-tam miesięcy doprowadzają powoli do szewskiej pasji – jedno nieznaczące w sumie wydarzenie sprawia, że dostajecie spowrotem tego kopa do działania? ja w sumie nie ;)) ale właśnie coś takiego mi się zdarzyło. przetrząsając neta, spotkałam się przypadkowo klawisze w klawisze (jego pewnie dotykowe) z człowiekiem, który właśnie wrócił z azji i przygotowuje się do wycieczki na irlandię. na trochę, pomieszkać, porobić rzeczy – i przenieść się gdzieś indziej. a tym, co daje mu taką absolutną wolność, jest nic innego, jak pasja wspomagana internetem i różnymi nowinkami technicznymi.

Continue reading