Posted by Kira on Styczeń 18th, 2018

normalnie polubiłam zuckerberga. dwa razy. pierwszy, kiedy marketoidzi wszystkich fanpejdży zaczęli lamentować i na wariata szukać ratunku dla swoich zasięgów. drugi, kiedy doczytałam wyjaśnienie marka odnośnie tego ruchu i porównałam to sobie z prezentowanym całkiem niedawno planami dotyczącymi kierunku rozwoju facebooka.

facebook: marketing stop

widzicie, ja jestem pokolenie wychowane na ircu spod konsoli. wtedy liczyła się treść – ale nie tak jak teraz tona linków, artykułów, pierdololo o niczym. mieliśmy kiepskie łącza i każda, nawet tekstowa reklama czy odnośnik, którego nikt sobie nie życzył, wywoływały oburzenie. a najczęściej też powodowały wypierniczenie delikwenta z kanału, przy recydywie – z banem.

z irca przeszliśmy na gadu-gadu, z gg do pierwszych serwisów społecznościowych. w pl wyskoczyło najpierw grono.net (do którego mam nadal pewien sentyment), później nasza klasa. i to było zajebiste, bo można było nagle mieć kontakt z wieloma ludźmi, w miarę stały, bez konieczności bycia non stop online. ot, zaglądało się jak akurat była chwila i sprawdzało, co tam u kogo. ewentualnie zostawiało się wiadomość, albo jak się trafiło że oboje online – można było też normalnie pogadać na czacie. kontakty zrobiły się bardziej regularne, bo jednak łatwiej wrzucić fotkę czy zostawić krótki komentarz, niż prowadzić regularnie bloga.

i wszystko poszło wpizdu z powodu reklam.

każda z popularnych usług online prędzej czy później zostaje “zauważona” przez tak zwany “biznes”. to akurat nie do uniknięcia: każdy człowiek to potencjalny klient, więc jeśli gdzieś jest bardzo dużo człowieków, to marketerzy dostają oczopląsu od wizji spływającej do nich gotówki. gnani tą wizją siadają i zaczynają opracowywać kampanie reklamowe i wizerunkowe, pełne cyferek, statystyk, przewidywań gdzie i kiedy pierdolnąć tych człowieków swoją absolutnie najfajniejszą na świecie ofertą. “tony papierów, tony analiz…”, alleluja i do przodu.

marketerzy mają jednak zasadniczą wadę: patrzą na userów jak na chodzące portfele, które należy zmusić żeby wysypały zawartość. no ok, teraz jak na autonomiczne, samobieżne konta bankowe z dostępem do netu, ale zasada ta sama. i to by nawet nie było jakimś wielkim problemem, bo w końcu taka ich rola – sęk w tym, że jak zlatuje się wielu marketerów, to podobne wizje i oczopląsy zaczynają też mieć właściciele serwisów i usług, które “zostały zauważone”. więc podrzucają narzędzia do reklamy, miejsca na reklamy, statystyki do reklam, oferty reklam, płatne opcje jeszcze lepszych reklam, a za odpowiednie ceny – propozycje absolutnie wyrąbanych w kosmos reklam. i userzy wchodzą pogadać z innymi ludźmi albo poczytać coś ciekawego – i widzą prawie same reklamy.

i cholera ich trafia. a jak trafia, to szukają czegoś innego.

facebook ostatnimi czasy rączo dążył do dokładnie takiego stanu. efekt powoli zaczynał być taki, że część ludzi korzystała głównie z messengera, część zwiała do innych komunikatorów i serwisów, część zaglądała tylko w określone grupy. jasne, to nadal pewna część, ale trend naprawdę jest nieźle widoczny, wystarczy zajrzeć na własny news feed. mi też się powoli odechciewało – mimo, że znajomych mam sporo, to ich posty i tak cały czas kłóciły się o widoczność z shitem typu “jeśli się zgadzasz to łapka w górę!!!” z fanpejdży, które z różnych powodów miałam polajkowane. kiedyś to się nazywało spam, dzisiaj marketing i reklama, ale efekt jest podobny: pierdoły dominują nad treściami, po które zasadniczo zagląda się na fejsa.

i tutaj duży szacunek dla marka za uwalenie procederu.

fakt, on już sobie zarobił i pozycję facebooka ugruntował na tyle, że naprawdę musiałby się długo i ciężko starać, żeby zbankrutować. może więc sobie pozwolić nawet na eksperymenty na żywym organizmie. tyle, że wbrew takiej właśnie opinii, powielanej ostatnio i na facebooku, i na wielu bardzo mądrych stronach analizujących miliony informacji – nie sądzę, żeby eksperymentował. zuckerberg nie raz już opowiadał o swoich pomysłach i planach, i jak się tak zastanowić, to kolejne działania są zbieżne nie tylko z nimi, ale też z pewną ogólną filozofią samego szefa. jak dotąd się sprawdzała, także finansowo, nie widzę więc powodu zakładać, że skoro nie podtyka się bezpośrednio biznesowi szalejącemu mu po serwisie, to robi błąd. jakoś tak jestem pewna, że pieniądze z tego biznesu i tak trafią na konto facebooka.

ale to mniej istotne.

ważniejsze, że te doprowadzające marketerów i marketoidów do czarnej rozpaczy działania mają szansę ustabilizować jednak rolę fejsa jako narzędzia komunikacji. takiej z ludźmi – nie z botami, skryptami do nabijania zasięgu i ich durnymi wrzutkami. jasne, docelowo tak czy siak chodzi o szmal; natomiast w momencie, kiedy nowych userów przybywa wolniej, starzy zaczynają mieć dość, a nastolatki w ogóle to pieprzą i odpalają what’s app, samo niewkurwianie prywatnych osób i zatrzymanie ich w serwisie robi się nagle bardzo istotne. a te prywatne osoby chcą sobie pogadać, a nie z kartą płatniczą w ręku przeglądać reklamowy spam. marketoidzi mogą to olać – i olewają; mark za bardzo nie może.

nie, jasne, że nie jestem pewna, że zmiany znacząco poprawią sytuację. tak się nie da. spece od reklamy mur beton będą szukać (i znajdą) sposób na obejście nowych algorytmów. zawsze też istnieje ryzyko, że sam fb wykombinuje taki sposób reklamowania firm, że w pięty nam pójdzie; w końcu też mają dział marketingu. mam jednak w końcu podstawy do delikatnych podejrzeń, że szefostwo fb patrzy w przyszłość kawałek dalej, niż marketoidzi skupieni na kolejnym przelewie i nie chce jednak za bardzo wpieniać userów, którzy stanowią było nie było ich największy kapitał.

a to już coś.

 

———-
hint:
* marketing: działania firm, marek i prywatnych ludzi, mające za zadanie dotarcie do jak największej liczby osób z informacją “hej, jesteśmy! i mamy to i tamto! chcesz?”
* marketoidzi: zdziczały odłam marketerów wyznający zasadę “nieważne jak, byle mówili”, koncentrujący się na jak najszybszym ściągnięciu od klienta szmalu w dowolny sposób, bez większej refleksji na temat skutków tego sposobu.

Leave a Reply

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>