3 grudnia 2015

szanowne orange, nie dam się robić w mandarynkę


pierwszy telefon komórkowy, jakiego używałam, miał w sobie kartę sieci idea. od tamtej pory minęło 16. lat i sporo się zmieniło, także w firmie operatora. bywało bardzo fajnie, bywało kiepsko, czasami zdarzały się problemy, które spokojnie sobie rozwiązywaliśmy – i było ok. aż do teraz. rozsądek niestety każe mi od stycznia wziąć z orange ekspresowy rozwód i skorzystać z oferty konkurencji. bo jestem cierpliwa, mogę wiele zrozumieć – ale jak ktoś mnie w żywe oczy robi w wała, to tego nie wybaczam.

mieszkam w tym samym miejscu od jakiejś dekady. cały czas miałam telefon w sieci orange i spokojnie, a nawet wręcz wygodnie, sobie z niego korzystałam. zero problemów. te zaczęły się mniej więcej 1,5 miesiąca temu:

  • zanikanie zasięgu sieci,
  • brak możliwości nawiązania połączenia,
  • problemy z dodzwonieniem się do mnie mimo pełnego zasięgu,
  • i najczęstsze, ale najbardziej upierdliwe: zrywanie połączeń.

zwłaszcza to ostatnie daje mocno w kość, bo jak jedną rozmowę trzeba rozbijać na 2, 3, czasami 4 połączenia, zrywane w losowych momentach, najczęściej po kilku-kilkunastu sekundach, to można się wściec. no ale ok, to tylko elektronika, może się zepsuć. to zgłaszam problem. raz, drugi, trzeci. za każdym razem konsultanci płci różnej po drugiej stronie słuchawki lecą mi tym samym schematem, totalnie bez reagowania na to, co mówię:

  • proszę zrestartować telefon (na to sama wpadłam, nic nie dało);
  • to na pewno wina telefonu, proszę wsadzić kartę do innego i sprawdzić (wsadzałam. ten sam problem ma jeszcze kilka osób tu w okolicy, nie ma go natomiast kawałek dalej w stronę miasta – mamy więc widać wg. orange wyjątkowo interesujące telefony, psujące się nagle w tej samej, określonej lokalizacji…);
  • proszę ręcznie wybrać sieć (ok, chociaż nie wiem po licho, skoro z automatu wybiera się prawidłowa).

i tak dalej. komunikaty, tu napisane w nawiasach, na konsultantach nie robiły najmniejszego wrażenia. to spróbowałam inaczej: zgłosiłam problem przez stronę www do techników. i tutaj w końcu na plus: oddzwonił bardzo miły pan, dla odmiany wiedzący najwyraźniej co mówi i znający się trochę na sieciach gsm. dowiedziałam się od niego, że owszem, od niedawna mają problem z naszym lokalnym nadajnikiem, może to dawać taki właśnie efekt, pracują nad naprawieniem usterki. sprawdził moje połączenia, ustalił że faktycznie jakoś dziwnie te rozmowy prowadzę, więc zaproponował mi w ramach rekompensaty – podkreślam, że to on zaproponował, nie ja chciałam – rabat za czas tej usterki, uzasadniając to prosto: rzeczywiście w tej chwili nie da się normalnie korzystać z usługi.

byłam przekonana, że na tym temat się jak zawsze skończy

i było to przekonanie wyjątkowo naiwne, bo już 2. dni po zgłoszeniu problemów z prowadzeniem rozmów dostałam informację, że kwestia nadajnika została załatwiona i nie powinno już się nic dziać. rzeczywiście, przez kilka dni się nie działo. potem wrócił pełen pakiet przyjemności, jakich doświadczałam wcześniej.

i tutaj zapewne po prostu zgłosiłabym ponownie i spokojnie sobie poczekała, gdyby nie to, że orange postanowiło wysłać mi tradycyjną pocztą informację. pomijam już, że musiałam po niego jechać spory kawał drogi, bo najwyraźniej jak trzeba przypomnieć że rachunek to sieć mój adres zna, ale jak mnie spławia, to woli skorzystać z danych nieaktualnych od dobrej dekady. no ale dostałam info, pojechałam, odebrałam, otworzyłam, przeczytałam.

i szlag mnie jasny trafił

pani doradca ds. klienta napisała mi mianowicie to, co widzicie na załączonej fotce. praktycznie każde zdanie tego tekstu jest, do wyboru, albo kompletną bzdurą, albo wyjątkową bezczelnością. serio, nie sądziłam, że można klienta nie tylko tak w żywe oczy robić w totalnego wała, ale też i radośnie go informować że „nie działa, nie będzie działać, mamy to gdzieś, miłego dnia”. ale może po kolei…

„analiza rachunku szczegółowego numeru […] wykazała, że mimo opisanych utrudnień z zasięgiem sieci […]”

nie opisywałam utrudnień związanych z zasięgiem sieci. opisywałam problemy z rozłączaniem rozmów z powodu zrąbanego nadajnika.

„[…] na bieżąco realizuje pani połączenia głosowe.”

oczywiście, że realizuję. do orange też przecież dzwoniłam, a nie wysyłałam sygnały dymne. tylko co z tego, skoro to samo połączenie muszę realizować kilka razy, bo mi się rozłącza?

„oferowany zasięg pod wskazanym adresem umożliwia pani nawiązywanie połączeń zarówno w technologii 2g, 3g jak i lte.”

a podskoczenie do góry umożliwia mi unoszenie się w powietrzu. tyle, że pieruńsko krótko. i tu jest ta sama sytuacja.

„zdajemy sobie sprawę, że w niektórych miejscach korzystanie z naszych usług może być utrudnione.”

no, tylko że tutaj nie było utrudnione przez cholerne 10. lat, a jest utrudnione od paru tygodni. co raczej wskazuje, że to wy macie ze sobą problem.

„niestety ze względu na ich mobilny charakter usługi nie jesteśmy w stanie zagwarantować dostępu do swoich zasobów w każdym miejscu oraz z jednakową jakością.”

ponownie – 10. lat byliście w stanie, a teraz się nagle odumieliście? może rozważcie zatrudnienie jednak jakiegoś fachowca, a nie tylko konsultantów z łapanki? bo ten jeden, z którym rozmawiałam, był niezły – tyle, że stanowił wyjątek.

„wahania zasięgu nie są jednoznaczne z nieprawidłowym działaniem usługi.”

moment. znikanie zasięgu, od którego zależy działanie usługi, nie jest jednoznaczne z nieprawidłowym jej działaniem? to co jest jednoznaczne w takim razie, bo nie bardzo mam pomysł? czy też po prostu prawidłowe działanie waszych usług polega na tym, że w losowych momentach nie działają? bo jeśli tak, to ja te usługi jakby chrzanię.

„biorąc pod uwagę powyższe okoliczności”

znaczy waszą niesamowitą bezczelność?

„nie znajdujemy podstaw do uznania pani prośby o przyznanie rekompensaty.”

tylko, że ja nigdy nie prosiłam o żadną rekompensatę. zaproponował mi ją wasz pracownik po poinformowaniu mnie, że macie spieprzony nadajnik i dlatego nie działa. ja prosiłam grzecznie o to, żeby usługi, za które co miesiąc wam płacę, zaczęły znów normalnie działać.

„mamy nadzieję, że zajęte przez nas stanowisko zostanie przez panią zaakceptowane.”

oczywiście. akceptuję fakt, że właśnie mnie nie tylko bezczelnie okłamujecie, bo macie spieprzony nadajnik (co wiem także od was), a wy twierdzicie że to normalne. akceptuję też jak najbardziej to, że według was normalnym sposobem działania waszych usług jest ich niedziałanie.

w związku z powyższym mam nadzieję, że zrozumiecie również moje stanowisko: w nosie mam płacenie wam za usługę, co do której wprost mówicie że nie działa, działać nie będzie, macie w dupie że mi to utrudnia życie i nie zamierzacie nic z tym zrobić. mam również nadzieję, że znajdzie się tam ktoś na tyle inteligentny żeby załapać, że to właśnie jest powód, dla którego pierniczę przedłużanie umowy i po 16. latach zmieniam operatora na takiego, u którego normalne działanie usług polega na tym, że działają.

bo wyobraźcie sobie szanowni państwo, że mi ten telefon jest potrzebny do dzwonienia, nie do ozdoby.