Posted by Kira on Lipiec 4th, 2015

kiedy zaczynałam kilkanaście lat temu swoją przygodę (bo tak ją nadal traktuję na szczęście) z freelancingiem, wyobrażałam to sobie tak, jak obecnie większość początkujących na różnych forach i grupach netowych. wezmę sobie laptopa, wskoczę w bikini, zamówię coś zimnego do picia i będę zarabiać pieniądze, sącząc drinka nad basenem czy jakimś morzem. jeżeli mniej więcej na coś takiego liczycie, to z góry zapomnijcie. to tak nie działa.

freelancing czy innego rodzaju zdalne zajęcie zarobkowe to nie jest wbrew pozorom taka forma rozrywki, z której na dodatek są pieniądze. to praca. na dodatek nie tylko “pełnowymiarowa”, ale często gęsto wymagająca większego skupienia i zaangażowania, niż w przypadku siedzenia w klimatyzowanym biurze, przekładania papierów, robienia na kompie jakichś zestawień – i to w “warunkach kontrolowanych”, kojarzących się z pracą i automatycznie nastawiających nas na nią psychicznie. tutaj nie tylko sami musimy sobie wymyślić komfortowe warunki do pracy, ale i pilnować się, żeby nie rozpraszać się co chwilę i móc się skupić na czekających nas zadaniach.

jeśli sądzisz, że da się tak na plaży – jesteś w błędzie

dzisiejszy dzień, nawet bez żadnych mniej czy bardziej tropikalnych wycieczek albo wyjazdów ze sprzętem nad wodę, jest rewelacyjnym przykładem tego, o czym mówię. z nieba dosłownie leje się żar, szare komórki ogłosiły strajk i nie życzą sobie być w ogóle tykane, a typowo letnia aura co chwilę dekoncentruje, podsuwając obrazy wskoczenia na trochę do wody, przespania się w hamaku i zrobienia wielu innych rzeczy kompletnie z pracą niezwiązanych.

powiedzmy sobie szczerze, efektywność pracy w takich warunkach jest zbliżona do zera, choć oczywiście zapewne znajdą się ludzie potrafiący w czasie upału normalnie pracować. nie czarujmy się jednak, stanowią oni zdecydowaną mniejszość. jeśli do niej nie należymy, trzeba się trochę nakombinować, żeby mimo upałów osiągnąć zamierzone rezultaty i wykonać zaplanowane wcześniej zadania.

jest na to kilka sposobów, a każdy pewnie może dopisać własne

  • praca w domu, w osobnym, najlepiej chłodzonym pomieszczeniu – wystarczy w sumie wentylator, byle okno nie wychodziło na jakiś basen, plażę czy inne miejsce, gdzie można patrzeć na bawiących się ludzi i wyobrażać sobie siebie z nimi ;))
  • bar kawowy albo niewielka restauracja – grunt, żeby w czasie, kiedy musimy wykonać pracę, raczej nie było tam zbyt wielu ludzi, za to spokój i względnie przyjemne otoczenie.
  • altana ogrodowa – bardzo przyjemne miejsce do pracy, z którego sama lubię korzystać. jeśli jest dość zabudowana, słońce nie przeszkadza, a świeże powietrze wręcz pomaga skupić się na pracy.
  • pokój hotelowy – jeżeli akurat pracujemy poza miejscem zamieszkania, dobrze jest zorganizować sobie miejsce właśnie w pokoju. tam na pewno nikt nie będzie przeszkadzać.
  • restauracja hotelowa poza godzinami wydawania posiłków – zwykle nie ma w tym czasie wiele osób, korzystają z innych rozrywek poza hotelem.
  • ustronne, zacienione miejsce ‘na łonie natury’ – tak, w ten sposób też się da, a często nawet jest to pomocne. warunek: żadnych ludzi naokoło, dobry zasięg netu, możliwość swobodnego siedzenia w cieniu, ziemia pokryta raczej roślinnością niż piaskiem (można sobie uszkodzić sprzęt). a najlepiej, jeśli jest też jakaś ławka i stolik.

istotne są też godziny, w jakich się do pracy zabieramy

  • w rzeczywiście upalne dni najbardziej efektywni będziemy albo wcześnie rano, kiedy słońce jeszcze się na dobre nie ‘rozkręciło’, albo przeciwnie, wieczorem, gdy już nie praży tak mocno.
  • lepiej jest unikać o ile to możliwe pracy ‘w samo południe’, kiedy nawet siedząc w chłodnym miejscu i tak jesteśmy już stosunkowo solidnie zmęczeni upałami.
  • niektórym ludziom najlepiej pracuje się w nocy: cisza, spokój, łącza słabo obciążone, chłodne i rześkie powietrze – czyli wszystko, czego trzeba do uzyskania jak najlepszych rezultatów. nie jest to jednak pora dla osób przyzwyczajonych do wskakiwania wieczorem do łóżka i wstawania rano. w takim układzie zwykle siedzi się do tej 3. czy 4. w nocy, a potem nieco dłużej śpi, więc jeżeli poranki mamy zarezerwowane na inne ważne rzeczy, lepiej sobie odpuścić.

niezależnie od tego, gdzie i o której pracujemy, warto sobie zapewnić komfortowe warunki i uniknąć ‘rozpraszaczy’

  • lekka przekąska przed uruchomieniem komputera sprawdza się lepiej, niż zjedzenie obfitego posiłku. ten ostatni sprawi, że będziemy rozleniwieni i mniej skupieni.
  • zapewniamy sobie ‘pod ręką’ odpowiednią ilość napojów. mniejsza, czy będzie to zrobiona już kawa, szklanka soku czy cokolwiek innego. chodzi o to, żebyśmy nie biegali do innych pomieszczeń, kiedy zaschnie nam w gardle.
  • bezwzględnie wyłączamy wszystko, co nas rozprasza, a co nie jest potrzebne bezpośrednio do pracy. tak, facebooka też ;))
  • upewniamy się, czy temperatura jest ok. jeśli to potrzebne, włączamy klimatyzację (bez przesady z niską temperaturą!) czy wentylator.

w pracy zdalnej niezależnie od tego, skąd ją wykonujemy, najważniejsza jest jedna rzecz: traktować ją nadal jako pracę. nawet jeżeli robimy to, co uwielbiamy, nadal wymaga to od nas poważnego podejścia do obowiązków – tym bardziej, że sami musimy je sobie narzucić, a co gorsza, sami od siebie egzekwować ich realizację…

One Response to “z laptopem na plaży? kiepski plan”

  1. W ogrodzie altanka niepotrzebna, wystarczy rozłożyste drzewo. Właśnie siedzę pod jabłonką, na fotelu plażowym, obok kawa na stoliku.
    Fakt, że wymagało to pewnych “inwestycji”, bo chłopak kupił 40 metrowy kabel żeby mieć prąd w każdym miejscu (kabel kosztował 180 zł, bo to taki gruby, który można zostawiać na zewnątrz i przetrwa skrajne warunki), do tego repeater za 100 zł, do przesyłania dalej wifi (żeby mieć dobry Internet), plus krzesła-fotele po 30 zł sztuka. Stolik już był ;-).
    No i to co najważniejsze, to ekran matowy – wcześniej miałam glare i nie dało się na nim pracować. Po wymianie na matowy (kupiony za 200 zł) jest już pełny komfort pracy ;-).

    Co do pozostałych rzeczy w zupełności się zgadzam. Gdy była potrzeba (termin gonił) to pracowałam nad wodą, ale w całkowitym odosobnieniu, czyli w miejscu, gdzie nie kręcili się ludzie. Nie wyobrażam sobie pracy w tłumie. I niestety czas pracy baterii ograniczał możliwości pracy do około 3 godzin. W sumie była to dodatkowa motywacja żeby się spinać i nie czytać w międzyczasie jakiś bzdur na necie ;-).
    Tak czy inaczej najlepiej pracować na ogrodzie jeśli są warunki, ewentualnie w domu. Najmniej rzeczy wtedy rozprasza i najłatwiej zapewnić sobie odpowiednie warunki, gdzie niczego więcej już nie potrzebujemy.

Leave a Reply

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>