Posted by Kira on Listopad 22nd, 2014

obserwuję od paru dni cyrk, który odbywa się w PL i dochodzę do bardzo nieprzyjemnego wniosku. to, co widzimy, to nie jest “ryzyko dla demokracji”. nie może nim być, nie ta skala bajzlu. to, co widzimy, to jest żywy argument za tezą, że żadnej demokracji nigdy nie było, nie ma i raczej nie będzie. z prostego powodu: po tym, co się aktualnie wyczynia, społeczeństwo jakby przestało wierzyć w podstawę demokracji: w to, że faktycznie wygrywają ludzie, na których oddano głosy.

całą ideą demokracji pośredniej jest to, że miliony obywateli idą postawić krzyżyk przy nazwisku osoby, która ma ich reprezentować – a faktycznie reprezentują ich ci, którzy tych krzyżyków dostali najwięcej. ma to sens tylko i wyłącznie w jednej sytuacji: jeśli to głosujące społeczeństwo wierzy (przynajmniej w sporej większości), że podawane wyniki wyborów faktycznie odzwierciedlają poparcie wszystkich głosujących dla konkretnych ludzi i ugrupowań politycznych.

i przez długi czas tak właśnie było.

jasne, zawsze znajdzie się jakiś odsetek, który wybory ma gdzieś – i jakiś odsetek, który sądzi, że nie ma sensu głosować bo ‘wygrają ci, którzy mają wygrać’. do tej pory jednak całością tych poglądów rządziły sobie spokojnie media ogólnokrajowe, podające prognozy, potem końcowe efekty wyborów, pokazujące rozmowy ekspertów czemu taki a nie inny wynik, ot, czasami coś tam przeszło o problemach w komisjach bo nie dowieziono urny. takie tam banialuki. ogólnie, większość głosujących wielkich zastrzeżeń nie miała.

internet jak zwykle to spierdolił.

nie wiem czy pamiętacie, ale już przy poprzednich wyborach pojawiły się w necie głosy, że coś jest chyba nieteges. wypowiadali się ludzie, którzy mieli wręcz fotki swoich głosów oddanych na konkretnego kandydata – a potem porównywali to z ‘oficjalnymi danymi’ w sieci, z których wynikało, że ten kandydat w tym lokalu nie dostał ani jednego głosu. wtf? – cóż, zwalono na drobne błędy w liczeniu głosów, nie wpływające zasadniczo na ogólny wynik. większej zadymy w każdym razie nie było.

ale internet nie wybacza i tym razem, jak skala problemu wzrosła – zrobił się cyrk.

problem polega nawet nie na tym, co odwalały komisje, okręgi i pkw samo w sobie. problem polega na tym, że to wszystko jest teraz ogólnodostępne, do sprawdzenia w necie, a na dodatek ludzie, którzy wyłapują błędy ‘na swoim terenie’ mogą błyskawicznie dzielić się nimi z innymi ludźmi. to wszystko umożliwia właśnie globalna sieć, do której coraz więcej głosujących ma dostęp.

w efekcie zamiast “drobnych utrudnień”, o których do tej pory czasami wspominały media – wychodzą takie ‘kwiatki’ jak to, że:

  • w okręgu X wygrał człowiek, który w ogóle tam nie startował;
  • w lokalu Y kandydat A otrzymał 40 głosów, a w całym okręgu 20 głosów;
  • w okręgu V nieważnych było 25% głosów, 1/4 głosujących to najwyraźniej idioci nie porafiący postawić krzyżyka.

i tym razem to wylazło w pełnej okazałości właśnie w internecie. stąd nie tylko cyrki polityczne z powtarzaniem wyborów, nie tylko żądania odwołania pkw, nie tylko szumne wypowiedzi ekspertów wyrażających ubolewanie.

stąd przede wszystkim kompletny, totalny, zupełny brak społecznego zaufania co do wyników wyborów – a więc i co do tego, czy ta demokracja to gdzieś tam się chowa za ‘kwiatkami’, czy po prostu nigdy jej tam nie było. społeczeństwo w sporej części po prostu nie wierzy, że wygrali ci, na których to społeczeństwo rzeczywiście głosowało.

co się więc stało?

przekroczona została moim zdaniem pewna masa krytyczna. zbyt wielu wyborców ma dostęp do danych, których wcześniej trzeba się było mocno naszukać, a często nawet za nimi połazić. mało tego, mają też dostęp do siebie nawzajem i gość z zachodniej części kraju może w minutę pogadać z gościem spod wschodniej granicy i sobie porównać, czy wyglądało to u nich podobnie.

i media nic już z tym zrobić nie mogą.

nie no, nie to, żeby nie próbowali. wczoraj w nocy nadziałam się na rozmowę z ekspertem, który ubolewał, że drobne błędy, które będą rozpatrywane przez lokalne sądy (aha, akurat – bo ktoś ma dowody żeby zgłosić…) wpłyną na brak zaufania do wybranych władz. dzisiaj trafiłam na screena z jakiegoś programu informacyjnego, na którym było widać źle podliczony słupek podobno z liczbami głosów.

próbują, ale im nie wyjdzie. nie tym razem. bo serio, ktoś wierzy w to, że w dziesiątkach komisji siedzą sami debile źle podliczający głosy? przecież to powinno być kontrolowane, więc nawet jak ktoś zrobi błąd, ktoś inny ma go wychwycić. i nie, błędy nie są drobne ani nie zostaną wychwycone przez sądy – w to chyba też nikt tak na serio nie uwierzy, no nie? poprzednio też błędy były. ile sądów unieważniło choćby wybory w konkretnym lokalu…? no właśnie.

nie, absolutnie nie stawiam tezy, że ktoś fałszuje wybory. stawiam tezę, że żadnych demokratycznych wyborów nie ma.

jest to oczywiście mój prywatny pogląd i absolutnie nie należy go traktować jako jakiejś prawdy objawionej. mało tego, można go uznać za kretyński. ale mam takie drobne pytanie:

dlaczego do jasnej cholery w XXI wieku, kiedy nawet durne maszynki do lotto potrafią sobie same przeczytać co tam na kartce zostało zakreślone – u nas nadal siedzi w komisjach po kilka osób i ręcznie, w słupkach, podlicza głosy?

przecież to można rozwiązać na parę różnych sposobów, wcale nie jakoś bardziej kosztownych niż obecnie stosowane metody. ot:

  • postawić taką maszynkę w każdym lokalu i niech wyborca wsadza kartę w odpowiednią dziurkę; maszynka sobie podliczy, zanotuje i mamy wyniki na bieżąco.
  • postawić w lokalach normalne urny, ale karty dostosować do odczytu przez maszynki; potem wystarczy w ramach obwodu powrzucać zawartość urn w dziurki maszynek i mamy wynik z obwodu.

można? pewnie, że można, bo czemu nie. taki przerośnięty kalkulator nie będzie miał problemu z podliczeniem słupków, a i w przypadku pierwszym, ciężko będzie go przekonać, że ma te słupki liczyć inaczej, niż mu w dziurkę wpadło. powiem więcej: w czasach globalnej sieci nie ma większych przeszkód, żeby w ogóle wywalić karty do głosowania i cykać te krzyżyki w terminalach, które sobie prześlą wycykane dane do serwerów centralnych. i tu już czynnik “idioty nie potrafiącego przeliczyć w słupku” w ogóle odpada.

więc dlaczego nadal sadzamy w komisjach ludzi, którzy ręcznie liczą te cholerne głosy, mylą się przy tym, przesyłają do okręgów które też się mylą, a potem to wszystko trafia na kolejnych ludzi, którzy też się mylą? a to wszystko teoretycznie z wykorzystaniem systemu komputerowego, ale obsługiwanego przez kolejnych ludzi, którzy najwyraźniej też się mylą…?

bez sensu, co nie?

pozwolę sobie postawić tezę: system, w którym na każdym dowolnym etapie jest na kogo zwalić błędy, ale jest też zespół ludzi mogących popełniać błędy, daje rewelacyjne pole do popisu dla późniejszego wykręcania się od tych popełnionych błędów. “system działa poprawnie, ale czynnik ludzki…”, “no ok, było parę wpadek, ale ogólnie wszystko działa dobrze”, “pojedyncze błędy, które wyłapaliście, nie mają w zasadzie znaczenia dla ogólnych wyników”. w rezultacie tak naprawdę nie wiadomo, na kogo wyborcy głosowali faktycznie – widać tylko, co podliczyły komisje, a potem okręgi. i do tej pory to działało całkiem nieźle, ewentualne faktyczne pomyłki czy zamierzone ‘poprawianie wyników’ nie wychodziło na jaw, bo też i wyborcy nie za bardzo mieli jak sprawdzić wyniki.

mam wrażenie, że właśnie obserwujemy jak sprawa się rypła.

nie, nie w sensie fałszowania wyborów. po prostu w sensie tego, że system wyborczy najzwyczajniej w świecie nie działa. i wątpię szczerze, czy akurat teraz przestał działać – bardziej prawdopodobne jest, że nie działał nigdy (tudzież działał dokładnie tak jak teraz: z masą błędów, przekłamań i błędnych wyników). a to nieuchronnie prowadzi do wniosku, że skoro nadal stosujemy ten niewydolny system (bo za geniusza się nie mam, więc raczej nie tylko ja wpadłam na parę pomysłów jak przynajmniej część błędów wyeliminować) – to tak naprawdę żadnych w pełni demokratycznych wyborów w tym kraju nie mieliśmy. mieliśmy jedynie coś, co dotychczas imitowało je na tyle dobrze, że nikt się nie zorientował.

pytanie, co dalej?

idziemy w zaparte że wcale nie plują tylko deszcz pada i wciskamy społeczeństwu kit, że system działa, wybory są demokratyczne i wszystko jest ok? chyba się już nie da. więc? strasznie jestem ciekawa, co obecnie miłościwie nam rządzący z tym fantem zdecydują się zrobić…

Grażyna Ulman, Marek Stankiewicz Lubisz te wpisy

Leave a Reply

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>