Posted by Kira on Luty 3rd, 2014

za siedmioma urzędasami, za siedmioma decyzjami, siedział sobie dostawca internetu. i zastanawiał się poważnie, czy kogoś nie uszkodzić – wtedy przynajmniej sprawa znalazłaby się w sądzie, a nie na biurku prezesa UKE. jeśli chcecie wybrać się na spacer między ośnieżonymi górami dokumentów i przepisów prawnych, krętymi dróżkami pozwalającymi je spokojnie omijać przez nieograniczony okres czasu – to serdecznie zapraszam.

Zaczęło się całkiem niewinnie, ze wskazaniem nawet na pozytywnie. tak zwana Megaustawa zobowiązała parę lat temu podmioty wykonujące zadania z zakresu użyteczności publicznej (PUP) do zapewnienia dostępu do infrastruktury technicznej wykorzystywanej do podstawowej działalności PUP. wygląda to mniej więcej tak:

Art. 17
W przypadku, gdy warunki techniczne i wymogi bezpieczeństwa na to pozwalają, podmiot wykonujący zadania z zakresu użyteczności publicznej zapewnia przedsiębiorcom telekomunikacyjnym współkorzystanie lub dostęp do infrastruktury technicznej wykorzystywanej do wykonywania swojej podstawowej działalności, z przeznaczeniem na potrzeby publicznej sieci telekomunikacyjnej, na zasadach równego traktowania oraz uczciwej i wolnej konkurencji.
Art. 19
1. Podmiot wykonujący zadania z zakresu użyteczności publicznej jest obowiązany  prowadzić negocjacje w sprawie zawarcia umowy o współkorzystaniu lub o dostępie do infrastruktury technicznej, na wniosek przedsiębiorców telekomunikacyjnych, w celu świadczenia publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych.

ładne, prawda? w praktyce oznacza to po prostu tyle, że jeśli podmiot wykonujący zadania z zakresu użyteczności publicznej, ma kawałek infrastruktury, który można wykorzystać bez szkody dla tego podmiotu do świadczenia usług telekomunikacyjnych, to należy i trzeba podjąć negocjacje dotyczące warunków korzystania z niego. podkreślę – WARUNKÓW, nie samego faktu korzystania – bo na mocy Megaustawy, udostępnić i tak musi, i tak.

teoretycznie.

zanim jednak przejdę od teorii do praktyki, parę słów na temat tego, co jest uważane za “podmiot wykonujący zadania z zakresu użyteczności publicznej”. ustawa precyzuje to całkiem dokładnie, nie pozostawiając – znów: teoretycznie – miejsca na interpretacje:

Art. 2
3.  podmiot wykonujący zadania z zakresu użyteczności publicznej – przedsiębiorstwo energetyczne w rozumieniu ustawy z dnia 10 kwietnia 1997 r. – Prawo energetyczne (Dz. U. z 2012 r. poz. 1059) prowadzące działalność gospodarczą w zakresie przesyłania, dystrybucji paliw lub energii oraz przedsiębiorstwo wodociągowo-kanalizacyjne w rozumieniu ustawy z dnia 7 czerwca 2001 r. o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków (Dz. U. z 2006 r. Nr 123, poz. 858, z późn. zm.2));

w tym samym artykule znajdziemy też informację, co zdaniem ustawodawcy jest infrastrukturą telekomunikacyjną o nieznacznym oddziaływaniu – czyli taką, na jakiej potrzeby należy zdecydowanie udostępnić infrastrukturę podmiotu sprecyzowanego w pkt. 2:

Art. 2
4. infrastruktura telekomunikacyjna o nieznacznym oddziaływaniu – kanalizację kablową, linię kablową podziemną, instalację radiokomunikacyjną wraz z konstrukcją wsporczą do wysokości 5 m, szafy i słupki telekomunikacyjne oraz inne podobne urządzenia i obiekty, a także związany z nimi osprzęt i urządzenia zasilające, jeżeli nie są zaliczone do przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko lub nie stanowią przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na obszary Natura 2000.

wszystko jasne, ładne, piękne, prawda? nic, tylko rozwijać infrastrukturę telekomunikacyjną. i tak też wydawało się operatorom, którzy czytali ten tekst ustawy kilka lat temu. wszyscy, łącznie z klientami z zapadłych wioch, do których nawet gołąb pocztowy nie dolatuje, a co dopiero bity danych z netu – już się cieszyli na myśl o tym, że inwestycje staną się tańsze, łatwiejsze i będzie można pociągnąć łącze zamiast szkolić tego gołębia.

praktyka szybko zweryfikowała śliczną i wygodną teorię.

“podmioty wykonujące zadania z zakresu użyteczności publicznej”, czyli firmy energetyczne i wod-kan, wypięły się pośladkami i na Megaustawę, i na providerów. na początek zbywały ich twierdząc, że przecież nie są podmiotem publicznym, to można im naskoczyć. kiedy przesyła się im odpowiednie przepisy wskazując, że jednak na zapisy Megaustawy się jak najbardziej łapią – wszyscy ich pracownicy nagle durnieją totalnie i tracą wszelką wiedzę, jaką nabyli od czasu wyciągnięcia ich z pieluch:

  • nie wiedzą, czy da się puścić kolejny kabel w studzience albo podwiesić na słupie;
  • nie wiedzą, czy taki kabel nie zepsuje studzienki albo słupa;
  • nie wiedzą, czy przypadkiem słup się nie zawali pod ciężarem kabla, a studzienka nie rozsypie;
  • nie wiedzą, jak to sprawdzić – trzeba im to sprawdzić za nich (tak, ich własną infrastrukturę);
  • nie wiedzą, czy przypadkiem od tego kabla krowy nie przestaną znosić jajek (czy jakoś tak);
  • nie wiedzą, czy przypadkiem ten kabel nie zepsuje im jakości elektryczności albo ścieków.

no nic nie wiedzą kompletnie. bierz się pan i rób ekspertyzy tych krów, bo oni nie wiedzą i koniec. i się nie dowiedzą, bo też nie wiedzą jak się dowiedzieć.

mówiąc krótko, cyrk na kółkach. no, ale przecież Prezes UKE przewidział takie niesamowicie trudne sytuacje i stworzył nawet Megapająka, który pokazuje, jak z problemu wybrnąć. i udostępnił go wszystkim tak, żeby wiedzieli co mają robić i jak sprawę załatwiać. o, taki to megapajączek:

śliczny, prawda? jest to jedynie fragment, warto zobaczyć całość – ale chodzi akurat o ten kawałek. bo to ten, który określa, co zrobić z takim przedsiębiorstwem energetycznym czy wodno-kanalizacyjnym, które nagle durnieje kompletnie i nic nie wie. o fragmencie zaznaczonym na czerwono za moment.

jak widać, w razie problemów z negocjacjami bezpośrednimi, zawsze można zgłosić się do Prezesa UKE, który w ciągu 90 dni wyda decyzję o dostępie do infrastruktury opornego i odurniałego nagle przedsiębiorcy energo czy wod-kan – i po problemie. można rozwijać sieć telekomunikacyjną, dać ludziom internet, whatever. droga wolna.

no właśnie… wolna?

zaznaczony na czerwono fragment wskazuje, co powinien zrobić w tym momencie UKE i co UKE obiecuje, że zrobi.

teoretycznie.

w praktyce natomiast, w UKE wisi w tej chwili ponad 200 tego typu spraw, o których wiadomo – i cholera wie ile takich, o których nie wiadomo. dotyczą zazwyczaj totalnych pierdół z punktu widzenia instalacji jako takich:

  • dostępu do kilku czy kilkunastu słupów;
  • wykorzystania kilkudziesięciu metrów rur między studzienkami;
  • podwieszenia kilkudziesięciu metrów kabla lub światłowodu;
  • przejścia kilkuset metrów rurą między studzienkami.

czemu wiszą w powietrzu? a, wiszą, ponieważ UKE uważa te sprawy za wybitnie trudne do rozpatrzenia, wymagające dostarczenia tony dokumentacji, w tym technicznej dotyczącej tych rur i słupów. oczywiście, dokumentację dotyczącą infrastruktury podmiotu mającego jej użyczyć, ma dostarczyć przedsiębiorca, który chce z niej skorzystać. logiczne, nieprawdaż? bo kto by tam wpadł na to, że właściciel tej infrastruktury musi przecież mieć dokumentację własnych słupów, studzienek i rur.

efekt jest taki, że UKE co kwartał przesyła po prostu informację, że sprawa jest tak trudna do rozstrzygnięcia, iż konieczne jest dalsze zagłębianie się w kolejne zupełnie zbędne papiery, dostarczanie kolejnych już istniejących dokumentów i wręcz burza mózgów dotycząca tego, czy aby kawałek lekkiego światłowodu nie uszkodzi matki natury w promieniu kilku kilometrów. co kwartał, ponieważ na decyzję ma 90 dni – więc co tyle musi się odezwać.

klienci i przedsiębiorcy telekomunikacyjni klną, UKE i podmioty mające użyczyć infrastruktury mają się świetnie. a droga odwoławcza w zasadzie nie istnieje. znaczy, można się wybrać z całym tym majdanem do sądu, który zrobi kolejną burzę mózgów – i stwierdzi kolejną oczywistość: wystąpiła przewlekłość postępowania ze strony UKE. nie zmienia to w praktyce właściwie nic, ponieważ nawet sąd nie może zobligować UKE do wydania w końcu tej cholernej decyzji.

gdybyście się więc kiedyś zastanawiali, dlaczego rozwój infrastruktury telekomunikacyjnej idzie tak wolno, na wioskach paręnaście km za miastem nadal nie ma internetu, a o kabelku z sygnałem możecie sobie tylko pomarzyć – wszelkie uwagi na ten temat można kierować do Prezesa UKE.

Bartek Poznański, Gregg Jaskiewicz Lubisz te wpisy

Leave a Reply

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>