Posted by Kira on Styczeń 15th, 2014

no i proszę, wracamy do tematu oZUSowania umów zlecenia i o dzieło. nasz rząd ewidentnie niczego nie nauczył się poprzednim razem, kiedy taka próba skończyła się cyrkiem na cały kraj i delikatnym acz stanowczym wycofaniem się Tuska z pomysłu. ale żeby “Wyborcza” takie same głupoty opowiadała, to aż nie wypada normalnie… tak czy siak jednak, skoro znów wszyscy się zabrali za mówienie, że umowy zlecenia i o dzieło są be, złe, niedobre – to warto sprawdzić, dlaczego. oraz, przede wszystkim, dla kogo są złe i niedobre.

zanim przejdę do tego, dlaczego “Wyborcza” pieprzy jak potłuczona, pozwolę sobie nazwać wprost jedyną wadę umów cywilnoprawnych. ta wada, to:

  • do budżetu wpływa od nich za mało szmalu

that’s it. cała filozofia. nie ma co szukać różnych górnolotnych powodów, chodzi tylko i wyłącznie o to, że od umowy zlecenia nie płaci się ZUS-u do 25 roku życia, a od umowy o dzieło nie płaci się go wcale. ponieważ zaś coraz więcej ludzi podpisuje umowy cywilnoprawne, zamiast kosztownych i upierdliwych etatów – potężna góra szmalu przechodzi rządzącym koło nosa. i przechodząc, rechocze.

no dobra, to wracamy do “Wyborczej”

pan Artur Kiełbasiński popełnił w niej wczoraj tekst pt.: “Dlaczego umowy śmieciowe są złe? Pięć grzechów głównych wg ‘Wyborczej’”. w tymże artykule na samym początku udowadnia, że nie ma bladego pojęcia, czym jest “umowa śmieciowa”:

Co to jest śmieciówka? To praca na umowę-zlecenie lub umowę o dzieło.

oczywiście, jest to bzdura, ponieważ “umową śmieciową” zwykło się nazywać umowę cywilnoprawną, ale taką, która podpisywana jest zamiast umowy o pracę, w sytuacji, kiedy sposób współpracy podpada jednak bardziej pod etat niż pod zlecenie czy dzieło. taką sytuacją może być przykładowo:

  • podpisanie zlecenia z sekretarką, która siedzi od 8.00 do 16.00 w sekretariacie firmy;
  • regularne podpisywanie kolejnych umów o dzieło z grafikiem, który siedzi codziennie w firmie, zajmując się bieżącymi sprawami;
  • podpisanie zlecenia z ochroniarzem, stojącym codziennie w jednym z wyznaczonych sklepów.

i zgadza się, to wszystko będą śmieciówki. ale nie dlatego, że są umowami cywilnoprawnymi, tylko dlatego, że podpisano je tam, gdzie powinno się zawrzeć umowę o pracę – bo te zajęcia, sposób i tryb ich wykonywania, wyczerpują znamiona etatu.

natomiast umowy cywilnoprawne nie będące śmieciówkami, to na przykład:

  • umowa o dzieło zawarta z tłumaczem na przetłumaczenie jednego konkretnego tekstu;
  • umowa zlecenia podpisana z korektorem, który regularnie dostaje do sprawdzenia teksty, ale robi to w wybranym czasie u siebie w domu i odsyła tylko efekt swojej pracy;
  • umowa o dzieło z nie prowadzącą działalności projektantką, dotycząca jednorazowego wykonania projektu zagospodarowania ogrodu wokół domu.

jest różnica? jest. nawet przepisy w tym kraju bardzo dokładnie tą różnicę definiują. dany rodzaj współpracy powinien być etatem, jeśli spełnione są następujące kryteria (Art. 22 §1-1 Kodeksu Pracy):

  • wykonywanie pracy określonego rodzaju;
  • na rzecz pracodawcy;
  • pod jego kierownictwem;
  • w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę.

i po tym właśnie można odróżnić “umowę śmieciową” od prawidłowo zawartej umowy zlecenia czy też umowy o dzieło. nie jest to jakieś szczególnie skomplikowane, no nie?

ok, to jak to już jest jasne, to wróćmy do meritum sprawy: ZUS-u

skoro powiedzieliśmy już sobie, czym się różni “umowa śmieciowa” od umowy cywilnoprawnej, to zastanówmy się, o co w zasadzie chodzi z tym dokładaniem do dzieła i zlecenia składek ZUS. no bo oczywiście, “Wyborcza” tak samo jak nasz rząd pieje, że chodzi o jakieś bliżej nieokreślone chronienie pracowników przed wyzyskiem – ale…

…argument, że chodzi o ochronę, nijak się ma do prawdy. oZUSowanie umów o dzieło i zleceń nie poprawi przecież w żaden sposób sytuacji ludzi pracujących na śmieciówkach:

  • nadal nie będą podlegać Kodeksowi Pracy;
  • nadal nie będą mieć praw pracowniczych – chorobowego, urlopów, wypowiedzeń, ochrony zatrudnienia, nadgodzin, ani niczego, co zapewnia KP etatowcom;
  • nadal nie będą mogli skorzystać z Sądu Pracy ani PIP;
  • nadal nie będą podlegać pod żadne minimalne wynagrodzenia czy stawki za pracę dodatkową czy tam w święta.

widać na pierwszy rzut oka, że to pieprzenie, jakoby dorzucenie ZUS-u do umów cywilnoprawnych miało w jakikolwiek sposób chronić kogokolwiek, jest właśnie li tylko pieprzeniem. nie chroni dokładnie przed niczym i dokładnie w żaden sposób.

jedyne co się zmienia to to, że ZUS dostaje swój kawałek szmalu

i to jest właśnie to, o co w tej zabawie chodzi. w tej chwili narzuty na wypłatę etatowca są tak horrendalne, że mało której firmie opłaca się zatrudniać na umowę o pracę, a mało któremu pracownikowi opłaca się taką umowę zawierać. pokazuje to proste wyliczenie:

powiedzmy, że właściciel firmy jest w stanie wydać na pracownika 3.000 zł miesięcznie. to dość przyzwoita stawka, no nie? to zobaczmy, ile z tego dostanie do ręki ten człowiek, który wykona wymaganą pracę, jeśli wszystkie łączne koszty płacącego to 3.000 zł:

1. umowa o pracę: do ręki ok. 1.831 zł – brutto: 2.533 zł, łączny koszt: 3.001 zł – odliczone:

  • składki ZUS po stronie pracownika: 543,99 zł
  • składki ZUS po stronie pracodawcy: 403,50 zł
  • zaliczka na podatek dochodowy: 158 zł
  • Fundusz Pracy i FGŚP: 64,56 zł

2. umowa zlecenia: do ręki 2.246 zł  - wszystkie koszty: 3.000 zł – odliczone:

  • składki ZUS: 337,80 zł
  • składka na ubezpieczenie zdrowotne: 239,60 zł
  • podatek dochodowy: 177 zł

3. umowa o dzieło: do ręki 2.568 zł – wszystkie koszty: 3.000 zł – odliczone:

  • zaliczka na podatek dochodowy: 432 zł

już widać, w czym rzecz?

  • etatowiec oddaje w tym przykładzie ZUS-owi prawie 30% pieniędzy, jakie pracodawcę kosztuje jego zatrudnienie.
  • zleceniobiorca w najgorszym wypadku odda do ZUS 14% zarobionego szmalu.
  • wykonujący dzieło pokaże ZUS-owi środkowy palec.

i to jest prawdziwy powód wygenerowania przez rząd pomysłu wprowadzenia składek ZUS do umów cywilnoprawnych, a nie tam jakieś dbanie o lud pracujący. lud pracujący nie nabędzie od tego żadnych nowych praw ani przywilejów, za to ZUS liczy na to, że nabędzie dodatkowe 15% szmalu zleceniobiorców oraz 30% szmalu wykonujących dzieło – do których teraz nie ma dostępu.

oczywiście, ZUS nie nabędzie, to chyba jasne dla każdego

tak zwane “umowy śmieciowe” to nic innego, jak szara strefa etatowców. jeszcze paręnaście lat temu stanowiła margines i nikomu się jakoś szczególnie nie opłacało aż tak kombinować, ale kiedy obciążenia umów o pracę przekroczyły granicę rozsądku i sięgnęły łącznie grubo ponad 30% pieniędzy, jakie trzeba wyłożyć na pracownika – ludzie zaczęli szukać innych rozwiązań. nie tak kosztownych. dających i oszczędności pracodawcy, i więcej szmalu pracownikowi.

jeśli w tej chwili obciążenia na zleceniach i dziełach zaczną faktycznie wyglądać podobnie, to nie poskutkuje to rzecz jasna wzrostem liczby wpłat składek do ZUS – tak samo jak obciążenia etatów nie poskutkowały wzrostem wysokości ani liczby wpływów składek do ZUS.

efektem będzie szara strefa umów cywilnoprawnych. bo ludzie, którzy faktycznie podpisują umowy zlecenia czy o dzieło, a nie ich imitację mającą zastąpić etat, nie za bardzo będą już chcieli to robić. przestanie się po prostu opłacać. kasa będzie szła z ręki do ręki, przelewami z tytułem “oddaję pożyczkę” (albo “za usługi seksualne”), paypalem, w bitcoinach, whatever. w każdym razie z bardzo dokładnym pominięciem jakichkolwiek przepisów.

a co z tymi, którzy siedzą teraz na śmieciówkach? well:

  • albo zostaną na śmieciówkach, tyle, że zniknie im 1/3 wypłaty;
  • albo będą zmuszeni założyć działalność gospodarczą i samodzielnie sobie opłacać składki;
  • albo wylecą z roboty i zaczną pobierać kasę z opieki społecznej.

ani pracującym na śmieciówkach, ani podpisującym umowy cywilnoprawne, oZUSowanie zleceń i dzieł nie wyjdzie w każdym razie na dobre. w żaden sposób.

ZUSowi też nie – ale ZUS dowie się o tym dopiero po wprowadzeniu tych durnych przepisów.

Paweł Stawowczyk, Regina Dabrowska, Karolina Olejnik, Bartłomiej Kamiński, Michał Hurko-Romeyko, Bartek Poznański, Artur Król, Tusia Jalowiecka, Iwona B-p Lubisz te wpisy

3 Responses to “dlaczego naprawdę umowy śmieciowe są złe”

  1. Tekst robi furorę wśród moich znajomych :)

  2. supermega

    Ciekawy tekst poruszający meritum sprawy, ale z ZUS-em od umów-zleceń jest przekłamanie – składki są takie same jak w przypadku umowy o pracę (ciut mniejsze w przypadku wynagrodzenia poniżej minimalnego). Jednak ZUS płaci się tylko od pierwszej umowy-zlecenia, więc wystarczy zawrzeć dwie, na odpowiednie kwoty, aby zmarginalizować składki.

Leave a Reply

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>