Posted by Kira on Styczeń 12th, 2014

od czasu do czasu trafiam w necie na kolejny tekst “wykazujący” szkodliwość komputerów. zwykle podczas lektury głównie się śmieję, i mniej więcej z takim podejściem zerknęłam w wywiad, którego udzielił “Trójce” prof. Manfred Spitzer. i się nacięłam.

zazwyczaj tego typu teksty powielają po raz kolejny stare jak świat, mające dobre ćwierć wieku stereotypy o tym, jak to granie w gry zubaża dzieciaki i robi z nich psychopatów. ostatnio furorę robi też tekst, że “komputer zmienia mózg” – co jak się zastanowić jest logiczne, bo mózg zmienia się sam non stop, w zależności od tego, co robimy, czego doświadczamy, czego się uczymy. tak więc owszem, komputer zmienia mózg. rozmowa z kolegą też zmienia mózg. czytanie prasy też zmienia mózg. wzięcie prysznica też zmienia mózg. wszystko zmienia mózg, więc żadna sensacja.

ale tekst w “Trójce”, a zwłaszcza audycja, faktycznie każe się zastanowić.

jak ktoś chce przeczytać i posłuchać, a warto, to całość jest tutaj:

streścić całość można cytatem z wypowiedzi profesora:

Twierdzi się, że komputery są fantastycznymi maszynami do nauki i że dzięki nim lekcje mogą być lepiej prowadzone, więc są one potrzebne w szkołach. To nie jest właściwe podejście. Komputery sprawiają, że mniej korzystamy z pracy umysłu. Jeśli nie używamy mózgu w równym stopniu, co dawniej, to zmniejsza się on. Dla dorosłych to dobra pomoc, ale dla dzieci, które mają się kształcić komputery są szkodliwe.

i facet ma dużo racji. sama łapię się czasami na tym, że odczuwam dyskomfort, jak jestem gdzieś, gdzie nie ma dostępu do netu. i czuję ten dyskomfort nie dlatego, że jakoś strasznie mnie ciekawi co też tam się dzieje – zupełnie nie. odczuwam go, bo przez tą ostatnią dekadę zaczęłam traktować komputer, internet, dyski, jako “zapasową pamięć”.

ilość informacji, która do mnie dociera, jest w zasadzie nie do przetworzenia. często mam tak, że trafiam (niekoniecznie online) na jakiś ciekawy temat, więc zaczynam szukać więcej wiadomości z tego zakresu. i trafiam na 10, 20, 30 różnych stron. część z nich czytam bardzo dokładnie, na inne rzucam okiem, stwierdzam, że w tej chwili to mi nie jest akurat do niczego potrzebne, ale przydać się może – no to wrzucam w zakładki i zapominam.

i potem gdzieś, gdzie nie mam dostępu do netu, nagle się okazuje, że właśnie to coś z zakładek byłoby dla mnie przydatne. albo nawet nie z zakładek, po prostu coś tam o czymś kiedyś czytałam, nie pamiętam szczegółów bo nie zwracałam na nie uwagi zakładając, że “będzie mi potrzebne, to się sprawdzi” – i nagle potrzebuję, a sprawdzić nie mam jak. szlag może trafić, serio.

jeszcze 15 lat temu takiej opcji nie było w ogóle, więc jeśli trafiłam na coś ciekawego albo potencjalnie przydatnego, to się tego uczyłam. zapamiętywałam informacje, sprawdzałam je w praktyce, analizowałam, zastanawiałam się jak je efektywnie wykorzystać. teraz w sumie tego nie robię, bo mając jakiekolwiek urządzenie z wi-fi i hotspota, mogę sobie sprawdzić wtedy, kiedy mi to potrzebne, nie zawracając sobie gitary uczeniem się “na wszelki wypadek”.

i podejrzewam, że faktycznie może to być potencjalny problem.

po co się uczyć geografii, skoro jest Google Maps? ba, po co się uczyć czytać mapy, skoro wystarczy wpisać miejsce, które nas interesuje, i dostajemy zaznaczoną i opisaną drogę do niego, a nawet oglądamy fotki i filmy z tego miejsca?

po co uczyć się historii, skoro na co dzień do niczego nie potrzebujemy znajomości wydarzeń sprzed 300 lat, a jak nam będą potrzebne, to włączymy telefon i sobie sprawdzimy?

logiczne w sumie, nie? ale bez większego trudu mogę sobie wyobrazić, jak za 20 lat ktoś mówi:

  • po co uczyć się dodawać, skoro mamy kalkulatory?
  • po co uczyć się pisać ręcznie, skoro można wklepać tekst na klawiaturze?
  • po co uczyć się pisać w ogóle, skoro można odpalić mikrofon i przedyktować?
  • po co uczyć się czytać, skoro można odpalić program, który nam przeczyta?

generalnie, po co uczyć się czegokolwiek, skoro każda dowolna informacja może zostać uzyskana  po wyciągnięciu telefonu z kieszeni?

i to też w zasadzie będzie całkowicie logiczne

tyle, że wygeneruje całkiem nowe problemy, których w tej chwili nie bierzemy w ogóle pod uwagę. i już nawet nie chodzi o to całe “ćwiczenie mózgu”, bo on się sam wyćwiczy w wystarczającym stopniu do codziennego funkcjonowania. chodzi o coś zupełnie innego: o analizę informacji.

ok, my starzy 30-latkowie wiemy, że internet jest pełen bullshitu. teoretycznie, bo jest już teraz multum równie starych 30-latków, którzy niby to wiedzą, ale kompletnie tej wiedzy nie wprowadzają w życie. nastolatki generalnie nad jakością informacji, nie zastanawiają jakoś mocniej się już teraz. ale aktualni 5-latkowie za kolejną dekadę będą łykać wszystko jak leci, bez wnikania, czy ma to jakikolwiek sens, albo czy aby nie jest ze sobą sprzeczne.

ale wróćmy do nas starych, którzy wiemy.

jak wchodzę na jakąś stronę z ciekawym info, powiedzmy opis wyników badań naukowych, to poza przeczytaniem, jeszcze:

  • szukam źródła informacji, porównuję “wersję medialną” z tym, co przedstawia pierwotny autor;
  • porównuję wyniki tego badania z innymi badaniami, przeprowadzonymi w tym samym temacie;
  • porównują wyniki tego badania z innymi badaniami, które mogą być powiązane z tematem, ale i danymi wyjściowymi analizowanego badania;
  • osobiście analizuję, co w zasadzie mówi wynik, i jak można go odnieść do innej wiedzy, którą już mamy – interdyscyplinarnie, nie w ramach tego konkretnego tematu;
  • wyciągam sobie z tego wnioski i porównuję je z wnioskami innych.

dzięki temu jestem w stanie nie tylko ocenić w miarę rzetelnie jakość i wartościowość uzyskanych wyników, ale i powiązać je sobie z innymi sprawami, tematami, badaniami. czyli – uzyskuję nie tylko czystą informację, uzyskuję rozszerzenie zasobu posiadanej wiedzy. oczywiście, mylę się czasami jak każdy i efekt nie jest idealny, ale nie w tym rzecz. rzecz w tym, że my to jeszcze robimy. starsze nastolatki robią to sporadycznie, natomiast młodsze nastolatki praktycznie w ogóle już tego nie robią.

ale nie do końca zgadzam się jednak z profesorem

otóż uważam osobiście, że nie ma co tutaj demonizować akurat komputera, tabletu i smartfona, bo nie w nich leży problem. serio. problem leży w formie komunikacji, jaką stosujemy, kiedy ich używamy. jest to banalnie prosta komunikacja: wpisujemy zapytanie, dostajemy tekst z informacjami. i na tyle.

dzieciaki zostały zarzucone ilością informacji, ale nikt ich nie uczy, jak z tego szajsu wybrać to, co jest faktycznie użyteczne. nie ma lekcji logiki, nie ma lekcji analizy, nie ma zajęć z kategoryzowania informacji, nie ma zajęć z interdyscyplinarnego używania zdobytej wiedzy. no nie ma i koniec, i nawet nikomu nie wpada do łba, że to bardzo źle.

komputer i internet to absolutnie wspaniałe narzędzia, pod warunkiem, że potrafi się z nich korzystać. to sobie pieprznęłam frazesem, nie? ;)) ale właśnie w tym rzecz: nie da się dzieciakom zabrać elektroniki, i nawet nie byłoby to zdrowe dla nich, bo świat jest cyfrowy i muszą potrafić się po nim poruszać. muszą, bo inaczej zginą w tym świecie. ale nasz system nauczania, podobnie jak rodzice, wychowawcy, opiekunowie, całkowicie zlewają i mają gdzieś to, że w tej chwili uzyskiwanie informacji (NIE nauka!) wygląda drastycznie inaczej, niż dekadę temu.

i ja bym osobiście tym dzieciakom faktycznie darowała kucie na pamięć dat mniej ważnych wydarzeń historycznych, czy uczenie się, gdzie jest źródło jakiejś tam sezonowej afrykańskiej rzeczki. natomiast pierwsze 3 lata nauki przeznaczyłabym właśnie na analizę, logikę, systematyzowanie, powiązania. bo te dzieci nie będą żyć w świecie, gdzie wszystko sprawdza się osobiście i ewentualnie dopytuje dziadka. one będą żyć w świecie, który zarzuci je danymi. i one faktycznie zdurnieją. już durnieją. ale zdurnieją nie z powodu techniki.

zdurnieją, bo nie potrafią tych danych przetwarzać we własnym mózgu.

Regina Dabrowska Lubisz ten wpis

One Response to “komputery: pomagają, czy przeszkadzają w nauce?”

  1. Praca czy nauka bez komputera staje się z dnia na dzień iluzją ale znaleźć należy złoty środek. Nie może być tak, że 100% czasu to godziny przy komputerze. Lepiej jest z godzinę pomyśleć o tym co się będzie robić na komputerze a potem wykonać tą czynność przez 30 minut niż bezmyślnie przeglądać kolejne strony www nie mając zupełnie planu co dalej.

Leave a Reply

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>