Posted by Kira on Wrzesień 14th, 2013

od kilku już ładnych tygodni internetem wstrząsają budzące grozę informacje: Unia Europejska chce zakazać stosowania ziół! koniec z herbatką z melisy na uspokojenie czy miętą na bolący brzuch – teraz będziemy skazani na kupowanie leków od koncernów farmaceutycznych! oczywiście, łatwo się domyślić – a jeszcze łatwiej sprawdzić – że ta teza to bzdura. o co naprawdę chodzi?

ostatnie lata przyniosły nam gigantyczne zainteresowanie naturą, ekologią, unikaniem modyfikowanej żywności i szkodliwej chemii. mamy świadomość, że żyjemy w coraz bardziej zanieczyszczonym świecie, staramy się więc wracać do natury przynajmniej tam, gdzie jest to możliwe.

wytworzył się pewien schemat:

  • naturalne = dobre
  • sztuczne = złe

dlatego słysząc o naturalnych, ziołowych lekach, automatycznie przestawiamy się w tryb – dobre, nieszkodliwe, korzystne dla zdrowia. pojawia się nam przed oczami śliczna, zieloniutka roślinka, skąpana w świetle porannego słońca, z kropelkami rosy na listkach. czujemy instynktownie, że ona nam pomoże bardziej, niż zimna, biała tabletka z laboratorium.

i stąd biorą się problemy z nowymi przepisami

badania wskazują, że aż 58% “przeciętnych Kowalskich” utożsamia określenia typu “naturalne” czy “ziołowe” z pojęciem “bezpieczne”. każdy z nas na pewno wielokrotnie słyszał coś w rodzaju: “spokojnie, to naturalny specyfik, na pewno nie zaszkodzi”. ziołowe herbatki parzą babki swoim ciężarnym wnuczkom, po zioła sięgają matki małych dzieci, zanim pójdziemy do lekarza z bolącym gardłem i gorączką pijemy rozmaite ziołowe napary.

tymczasem to niezupełnie tak działa

wszystko, co może nas wyleczyć, musi w sobie zawierać jakąś substancję działającą w pewien sposób na nasz organizm. to logiczne. skoro więc zioła leczą, muszą mieć w sobie taką aktywną substancję.

dopóki pijemy sobie tylko tą herbatkę z melisy żeby się uspokoić, właściwie nie ma problemu. przedawkować trudno, a że nie pijamy jej cały czas, to i jej działanie jest łagodne i krzywdy nam faktycznie nie robi.

problem zaczyna się wtedy, gdy:

  • stosujemy zioła, które działają silnie – można je przedawkować;
  • stosujemy różne zioła w tym samym czasie – mogą działać przeciwstawnie do siebie, wzmacniać lub osłabiać nawzajem swoje działanie, a nawet wchodzić ze sobą w interakcje, powodując groźne skutki uboczne;
  • stosujemy zioła jednocześnie z przepisanymi przez lekarza farmaceutykami – podobnie jak wyżej, może zmienić się działanie leku, mogą pojawić się niebezpieczne efekty niepożądane;
  • stosujemy zioła nieznanego pochodzenia – było już kilka afer, kiedy to okazało się, że ‘cudowny lek ziołowy z chin’ zawiera np. metale ciężkie czy po prostu trucizny.

w tych przypadkach zioła przestają być bezpieczne, a mogą stać się zagrożeniem dla naszego zdrowia, a nawet życia.

dlatego Unia chce wprowadzić pewne regulacje

wyjaśnijmy coś sobie na początek – Unia Europejska nikomu nie zabrania zbierania ziół. nadal można też sobie będzie je uprawiać w ogródku czy na balkonie, robić z nich herbatki i częstować nimi znajomych. mało tego, dalej będzie można sprzedawać sobie i kupować herbatki ziołowe. tutaj nie zmieni się dokładnie nic, spokojnie.

co się w takim razie rzeczywiście zmieni?

zanim odpowiem, jak sądzicie: co ‘widzi’ przeciętny człowiek myśląc o lekach ziołowych? najprawdopodobniej ma w głowie obraz bardzo mądrej starowinki, która o świcie chodzi po polu i zbiera niewielkie roślinki, a później przyrządza z nich mikstury potrafiące postawić chorego na nogi. ta wizja ciągle pokutuje mimo tego, że mamy świadomość iż obecnie po herbatkę ziołową czy wyciąg z czegoś-tam nie idziemy do chaty starej znachorki, tylko po prostu do apteki.

w tej chwili leki ziołowe są produkowane dokładnie tak samo, jak te “sztuczne” – w laboratoriach ustala się ich skład, a potem rusza linia produkcyjna z buteleczką, tabletką czy herbatką ziołową na samym jej końcu. różnica jest generalnie tylko w tym, że składniki produktu końcowego są naturalne.

jest jednak jeszcze jedna różnica, którą przepisy zlikwidują

ta różnica to fakt, że leki ziołowe nie podlegają rejestracji ani kontroli. co to w praktyce oznacza? ano to, że przed wprowadzeniem na rynek producent nie musiał:

  • przeprowadzać badań wykazujących jakie konkretnie działanie ma lek (nie wiemy, czy ziołowe tabletki na uspokojenie faktycznie uspokajają);
  • przeprowadzać badań nad bezpieczeństwem stosowania leków (nie znamy dawki szkodliwej ani objawów przedawkowania, nie wiemy jakie mogą pojawić się skutki uboczne);
  • określić ewentualnych interakcji z innymi lekami, ziołowymi lub nie (nie wiemy, czy lek ziołowy nie osłabi lub nie wzmocni działania leków przepisanych nam przez lekarza);
  • określić, kto może go bezpiecznie stosować, a kto powinien unikać (nie wiadomo, czy bezpieczne jest podawanie go małemu dziecku albo osobie z cukrzycą, zakrzepicą, nadciśnieniem);
  • opracować ulotki dla pacjenta, zawierającej wszystkie powyższe informacje.

ale to nie wszystko. te leki nie podlegają też kontroli jakości, w związku z czym może się okazać, że poza deklarowanym składem, będzie też w nich coś szkodliwego, jak np. wspomniane już metale ciężkie.

przepisy mają na celu właśnie zmianę w tym zakresie

lek ziołowy będzie musiał spełniać takie standardy, jak inne leki – a więc producent zostanie zmuszony do określenia dawki, sposobu działania, bezpieczeństwa stosowania, przeciwwskazań, interakcji. kupując taki środek dostaniemy sprawdzone informacje na jego temat, a jego skład będzie kontrolowany tak, żeby nie było w nim niespodzianki w postaci szkodliwych substancji.

nie oznacza to też, wbrew panice, że leki ziołowe będą tylko na receptę. wcale nie – istnieje przecież spora grupa leków OTC (dostępnych bez recepty) i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby większość leków ziołowych też do niej należała.

tak więc – bez histerii proszę

nowe przepisy zmusza po prostu producentów do dostarczenia nam sprawdzonych i dokładnych danych o produkcie, którego zamierzamy użyć. dla nas jako konsumentów jest to przecież korzystne, więc po co tak jeździć po tym pomyśle?

a przy okazji może trochę poważniej podejdziemy do ziół i do wielu osób dotrze informacja, że ziołowe czy naturalne niekoniecznie jest dla nas zawsze i wszędzie bezpieczne.

w końcu taka kurara, jakby nie patrzeć, jest całkowicie naturalna, nie?

One Response to “internetowy front wyzwolenia melisy”

  1. identycznie jak z suplementami diety

Leave a Reply

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>