Posted by Kira on Czerwiec 5th, 2013

sejm przyjął ustawę, która daje prawo do znacznie dłuższego niż dotąd, bo aż 52-tygodniowego urlopu macierzyńskiego, wszystkim matkom, które urodziły swoje maluchy w 2013 roku. za ustawą głosowało 409 posłów, nikt nie był przeciw, nikt też nie wstrzymał się od głosu. można uznać, że jest to duży sukces “Matek I kwartału”, które od samego początku protestowały przeciwko ustaleniu tak dziwnej – połowa marca – daty początku obowiązywania ustawy. pytanie, czy jest to też sukces wszystkich młodych kobiet i matek?

co się pozmieniało?

dłuższy, bo aż roczny, płatny urlop macierzyński wykorzystać mogą nie tylko rodzice zatrudnieni na etatach, ale wszyscy opłacający ubezpieczenie chorobowe – a więc również właściciele firm, czy pracujący na umowach zlecenia.

nowe zasady są następujące:

  • 20 tygodni urlopu macierzyńskiego – z czego 14 zarezerwowane tylko dla matki;
  • sześć tygodni urlopu dodatkowego – do wykorzystania przez matkę lub ojca;
  • w przypadku porodów mnogich, wymiar urlopu macierzyńskiego ma wynosić od 31 do 37 tygodni;
  • dodatkowy urlop macierzyński dla matek wieloraczków wyniesie do 8 tygodni;
  • 26 tygodni urlopu rodzicielskiego – także do wykorzystania przez matkę lub ojca;
  • przez pierwsze 26 tygodni zasiłek macierzyński wyniesie 100% wynagrodzenia;
  • przez kolejne 26 tygodni będzie to 60% wynagrodzenia;
  • ustawa obejmuje rodziców wszystkich dzieci, urodzonych po 31 grudnia 2012 r.

z nowego prawa skorzystać mogą także panie, które urodziły dziecko po 31 grudnia 2012r., a do 17 czerwca (a więc do dnia wejścia w życie ustawy) zakończyły już urlop macierzyński. muszą jedynie do 24 czerwca 2013r. złożyć pracodawcy wniosek o udzielenie urlopu dodatkowego, a przed końcem tego urlopu dodatkowego - wniosek o urlop rodzicielski.

ok. co to zmieni w praktyce dla młodych mam?

obstawiam, że całkiem niedługo po pierwszym zachwycie rocznym urlopem macierzyńskim, pojawią się problemy. bądźmy szczerzy, nie da się zniknąć na rok z rynku pracy, bez żadnych negatywnych konsekwencji. znaczy owszem, da się – w bardziej cywilizowanych krajach, gdzie faktycznie dba się nie tylko o to, żeby baba w ciążę zaszła i urodziła, ale też o pierwsze kilka lat nowego obywatela na tym świecie. to nie ten kraj.

główny problem z nowymi przepisami polega na tym, że mimo nazwania tej imprezy “urlop rodzicielski”, w praktyce będzie to nadal “urlop macierzyński”. kobieta w tej chwili zarabia przeciętnie mniej, niż mężczyzna, więc rodzinie jako całości bardziej opłaci się wysłać na urlop ją, niż ojca dziecka. co spowoduje rzecz jasna dalsze problemy kobiet na rynku pracy – już w tej chwili pracodawcy często kręcą nosem na młode mężatki, bo zakładają (słusznie zresztą), że w niedługim czasie wetnie je na macierzyński. teraz będą musieli zakładać, że wetnie je na ten macierzyński na rok.

a przez rok w firmie może się tyle zmienić, że w zasadzie powrót do pracy wymagałby po pierwsze ponownego wdrożenia w bieżące sprawy, po drugie – zakończenia umowy z osobą pracującą na zastępstwo, która jest na bieżąco i w pełni zorientowana w sytuacji. to samo w sobie spowoduje problemy. gdyby roczny urlop podzielić między rodziców, wyszłoby może trochę lepiej – tzn. kobieta i mężczyzna byliby prawie (bo jednak nie całkiem) równie “ryzykowni”, co wyrównałoby nieco sytuację.

ale jest inna opcja, której się niestety w ogóle nie rozważa.

bądźmy szczerzy, głównym powodem, dla którego ludzie nieszczególnie mają ochotę zakładać duże rodziny jest to, że kobieta po 2-3 macierzyńskich plus rodzicielskich (bo niby gdzie dziecię zostawić, jak przedszkola pełne?) właściwie nie ma czego szukać na rynku pracy. chyba, że jest wysokiej klasy specjalistką, albo wykonuje jeden z zawodów, gdzie w praktyce bezrobocia nie ma (prawnicy, lekarze, handlowcy biznesowi) – wtedy może i nie znajdzie pracy równie dobrej, jak miała, ale na lodzie nie zostanie. wbrew pozorom, pracownice niższego szczebla, kasjerki i tym podobne, też prędzej czy później do jakiegoś TESCO się zaczepią.

a co z pozostałymi?

tu by się przydało rozwiązanie systemowe, które pozwoliłoby jednocześnie opiekować się dzieckiem, ale i w jakimś zakresie być na rynku pracy. przykładowo:

  • najpierw urlop macierzyński długości powiedzmy 3. – 4. miesięcy;
  • później tylko jakaś część zasiłku (30% – 50%), ale z rozwiązaniami systemowymi pozwalającymi podjąć pracę na część etatu (np. 1/4 etatu plus gwarantowany żłobek) lub wykonywać większość pracy z domu (np. 1-2 dni w tygodniu w siedzibie pracodawcy i gwarantowany żłobek plus reszta tygodnia praca zdalna);
  • całość przez pierwsze 2. lata życia dziecka.

byłoby to nie tylko tańsze dla budżetu, ale też i korzystniejsze dla samych matek, które spędzałyby dużo czasu z dzieckiem, jednocześnie mając też możliwość być na bieżąco w sprawach zawodowych, oraz – a może i przede wszystkim – przebywać trochę wśród rówieśników, nie tylko z niemowlęciem.

zapewne sporo kobiet tu i teraz woli roczny macierzyński, na którym pieniądze po prostu dostaje i może zająć się tylko dzieckiem. jest to na pewno wygodne. a, że za ten rok może się nagle zrobić problem? to dopiero za rok. więc na razie posiedźmy, a za rok zaczniemy narzekać, jak nam się paskudnie porobiło. ale jakaś część, ta, która poważnie myśli także o sobie i swojej obecnej i przyszłej pracy, wyszłaby na tym o wiele lepiej.

tylko po rząd ma się chrzanić z zapewnianiem żłobków i przedszkoli, skoro można rąbnąć PRowo roczny macierzyński i mieć w nosie, co się za rok będzie działo? chcąc naprawdę podnieść komfort bycia rodzicami maluchów, trzeba by się było jednak o wiele bardziej wysilić. a do tego ewidentnie jeszcze nasz kraj nie dojrzał.

2 Responses to “Matki I Kwartału wygrały roczny macierzyński”

  1. http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=490 (przepraszam, ale jakoś mnie kłuje w oczy; poza tym bdb)

  2. fakt, to jest odruch, którego pozbyć się za cholerę nie mogę.

Leave a Reply

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>