22 maja 2013

rower – taki węższy samochód

„Jeżeli rowerzyści chcą być pełnoprawnymi uczestnikami ruchu drogowego, muszą się liczyć z tym, że za łamanie przepisów trzeba ponosić konsekwencje” – mówi policja, mając na myśli obowiązek jazdy po drodze i mandaty za jazdę po chodniku. i wszystko fajnie i słusznie, z jednym zastrzeżeniem: ja wcale nie chcę być pełnoprawnym uczestnikiem ruchu drogowego. w ogóle nie chcę być uczestnikiem ruchu drogowego. chcę móc jeździć rowerem po bezpiecznych ścieżkach rowerowych.

umówmy się: jeśli zechcę kiedyś zostać uczestnikiem ruchu drogowego, to sobie kupię samochód. rowerem tymczasem jeżdżę między innymi właśnie po to, żeby tym uczestnikiem nie być. ale skoro już jadąc rowerem mam do wyboru bardzo często jedynie chodnik albo ulicę – to wolę… ulicę. poważnie. jedzie się szybciej, wygodniej, po znacznie mniej nierównej powierzchni niż ta na chodnikach, no i da się dotrzeć wszędzie bez złażenia co chwilę z roweru i dreptania przez przejście.

tyle, że na tej ulicy są samochody. a rower kontra samochód – cóż…

nie wiem co za idiota tworząc przepisy wykombinował sobie, że rower to jest takie coś jak samochód, tylko węższe – i w związku z tym należy się tym poruszać tak, jak samochodem. różnic między tymi pojazdami jest przecież całkiem sporo:

  • rower jest mniejszy, lżejszy i nie „otacza” kierującego jak samochód – w razie dowolnej, nawet niewielkiej kolizji, rowerzysta obrażenia ma w zasadzie pewne, a kierowca samochodu co najwyżej wkurzy się, że ma wgięcie w masce czy zderzaku.
  • rower jest znacznie mniej stabilny – wjechanie w dziurę na jezdni samochodem kończy się soczystym „kurwa mać!” kierowcy. wjechanie w dziurę rowerem może się skończyć wywrotką prosto pod koła jadących całkiem szybko samochodów.
  • rower nie jedzie ani nie trzyma pionu bez czynnego udziału rowerzysty – więc jeśli tego akurat złapie skurcz i odruchowo się zegnie, albo oberwie kamieniem wylatującym spod kół samochodu przed nim, ląduje poziomo na ruchliwej ulicy. kierowcy samochodu takie sytuacje praktycznie nie zagrażają.
  • rower jest napędzany siłą mięśni – jedzie więc tak szybko, jak szybko rowerzysta ma siłę go rozpędzić. kilkuosobowa rodzina sunąca pod górkę z prędkością 5km/h będzie wyprzedzana przez samochody, nawet tam, gdzie to zabronione. będzie. nie kłóćcie się, mówię o świecie rzeczywistym, a nie tym idealnym i zgodnym z przepisami. a to stwarza realne zagrożenie na drodze.
  • rower jest wolniejszy – pewnie, jakaś część rowerzystów zasuwa 50km/h, większość jednak jedzie dużo spokojniej, te 15-35 km/h,co w praktyce sprawia, że albo ma obok non stop wyprzedzające ich w bardzo różny sposób samochody, albo ma za sobą presję w postaci wkurwionego i trąbiącego rzędu samochodów. banalnie łatwo wtedy o błąd, zwłaszcza u „młodych”, niewiele jeżdżących rowerzystów.
  • rower jest mniej widoczny – jest po prostu gabarytowo mniejszy, co oznacza, że nawet jeśli rowerzysta zamontuje sobie halogeny i założy odblaskowy kombinezon od kostek po szyję, i tak o wiele łatwiej „schowa się” w martwym punkcie, za krzakiem na skrzyżowaniu czy za innym samochodem, co zostawi kierowcy przekonanie, że droga jest pusta, można jechać (czasami prosto w rowerzystę).

i last but not least:

  • rowerami jeżdżą nie tylko dorośli – niespodzianka, co nie? dziecko do lat 10. może jechać chodnikiem. rok później to dziecko należy już z chodnika kopem wysadzić i wrzucić na jezdnię, między pędzące samochody. poważnie tylko mi wydaje się to być skrajnym kretynizmem…?

właściwie można by jeszcze sporo napisać o tym, czym różni się rower od samochodu w takich typowych, codziennych zastosowaniach, ale daruję sobie. wydaje mi się, że powyższe w zupełności wystarczą do zauważenia, że rower, mimo że jest pojazdem, to jednak więcej ma wspólnego z pieszym, niż z samochodem.

traktowanie go jak samochodu może powodować duże problemy.

owszem, chętnie pozbyłabym się rowerów, ze swoim na czele, z chodników przeznaczonych jakby nie było dla pieszych. tylko nie mandatami, ale po prostu rozbudowaniem sieci dróg dla rowerów, czy to w postaci osobnej ścieżki poza drogą, czy odrębnego pasa na drodze. problem zostałby w ten sposób znacznie skuteczniej rozwiązany, niż za pomocą bicza mandatowego – bo nikt normalny nie będzie chciał jechać powykrzywianym chodnikiem z wystającymi kawałkami płytek, jeśli na tej samej trasie będzie miał drogę albo pas dla rowerów. serio.

tylko po co ja się produkuję?

przecież wszyscy chyba mamy świadomość, że nie chodzi tu o żadne przepisy ani czyjekolwiek bezpieczeństwo. rowerzyści na chodnikach są od dawien dawna – jeżdżę lat kilkanaście i zjawisko występowało zawsze, rok w rok, jak tylko ciepło się zrobiło. ale przeszkadzać zaczęło dopiero teraz, jak w budżecie kasy brakuje, a kierowcy nie dają się skubać fotoradarami tak bardzo, jak to założył Rostowski.

dziwi mnie tylko to, że kierowcy nie dali się nabrać na to pieprzenie o instalowaniu fotoradarów ze względów bezpieczeństwa – a rowerzyści łykają jak żabka owady ten kit z rowerzystami-wariatami, których trzeba powstrzymać przed zabijaniem pieszych.

BONUS!
Prawo o Ruchu Drogowym, Rozdział 5 („Ruch pojazdów”), Oddział 11 („Przepisy dodatkowe o ruchu rowerów, motorowerów, pojazdów zaprzęgowych”), Art. 33. pkt 1:
Kierujący rowerem jest obowiązany korzystać z drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów, jeśli są one wyznaczone dla kierunku, w którym się porusza lub zamierza skręcić.

na zdjęciu zamieszczonym na górze tekstu widzicie teorię prawa o ruchu drogowym w praktyce. tak właśnie powinnam pojechać, żeby było to zgodne z przepisami. nadmienię, że zjazd ze ścieżki rowerowej, mającej kilkadziesiąt metrów, jest… na przejściu dla pieszych. jestem pewna, że nakaz ten w znaczący sposób ułatwia ruch wszystkim korzystającym z drogi i wybitnie poprawia bezpieczeństwo.