17 maja 2013

cycki Angeliny a rak piersi w Polsce

Angelina Jolie poddała się obustronnej mastektomii. czy też, jak mówią hejterzy – „wycięła sobie cycki”. wywołało to nie tylko falę ocen tego zdarzenia, ale i mądrzejszą czy głupszą dyskusję na temat raka piersi jako takiego. nie będę tych dyskusji powielać czy streszczać, bo można je bez trudu znaleźć w necie. pozwolę sobie tylko zwrócić uwagę na to, że Angelina zrobiła coś o wiele ważniejszego, niż poruszenie tematu nowotworu: udowodniła, że po mastektomii można być nadal atrakcyjną kobietą.

bądźmy brutalnie szczerzy: gdyby komunikat o obustronnej profilaktycznej mastektomii wyszedł od nawet równie sławnej 65-latki, nikt by się przy tym temacie nawet na chwilę nie zatrzymał. massmedia mają tu jasną opinię: starzy ludzie chorują, starzy ludzie miewają poważne operacje, starzy ludzie nie są erotyczni więc co za różnica, czy mają cycki. skończyłoby się na krótkim komunikacie, że gwiazda taka a taka poddała się operacji z powodu zagrażającego nowotworu. i tyle.

tu jednak mamy młodą (no, względnie, ale jednak), bardzo atrakcyjną kobietę, której zadbane, efektowne, zdecydowanie pełne erotyzmu ciało oglądamy w filmach i telewizji. i ta właśnie atrakcyjna kobieta mówi któregoś dnia – „pozwoliłam sobie usunąć swoje idealne, pożądane przez tłumy mężczyzn i będące obiektem zazdrości wielu kobiet piersi, bo chcę żyć, dla siebie i mojej rodziny”.

w świecie mediów i przemysłu filmowego, gdzie zgrabna figura jest w zasadzie obowiązkiem, a gwiazdy katują się dietami i ćwiczeniami żeby ją osiągnąć, takie wyznanie musiało wywołać istną burzę. i wywołało. i dało potencjalnie wielu kobietom szansę na życie.

wróćmy do Polski…

żyjemy w kraju, w którym kobiety nadal nie chcą się badać – „bo mogę znaleźć guzek i wtedy utną mi piersi, przestanę być kobietą, do końca życia będę nieatrakcyjna”. strach przed utratą kobiecości jest silniejszy, niż strach przed śmiercią. to też efekt społeczny, na dodatek wywołany przez te same media i ten sam przemysł rozrywkowy, które wylansowały Angelinę.

a tu nagle te tysiące, dziesiątki tysięcy kobiet widzą na własne oczy, że nawet tak radykalny zabieg wcale nie musi im tej kobiecości odebrać. że mogą zadbać o swoje zdrowie nie wpadając w panikę, że staną się „bezpłciowe”. że nawet po radykalnej, obustronnej mastektomii można spokojnie żyć dalej i być nadal atrakcyjną przedstawicielką płci żeńskiej. ten komunikat jest nawet ważniejszy od samego tematu raka; bo kobiety o raku wiedziały – nie wiedziały natomiast, że operacja nie oznacza końca erotyzmu.

i – jest to świetna okazja do uwalenia kilku mitów

  • NIE, nowotwór nie musi być wyrokiem śmierci – odpowiednio wcześnie wykryty, daje sporą szansę na wyleczenie. wymaga to jednak regularnego badania się oraz reagowania nawet na najdrobniejsze odkryte zmiany.
  • NIE, rak piersi nie oznacza automatycznie amputacji całej piersi – w wielu przypadkach możliwa jest operacja oszczędzająca, polegająca na wycięciu tylko guza (z pewnym marginesem zdrowych tkanek dla bezpieczeństwa) i niektórych węzłów chłonnych. można to jednak zrobić tylko wtedy, kiedy guz jest niewielki – patrz punkt pierwszy.
  • NIE, nawet pełna amputacja piersi nie oznacza życia bez piersi – w Polsce także są operacje rekonstrukcji piersi, i są one w całości refundowane przez NFZ. kobieta, która przeszła mastektomię, może z tej opcji skorzystać.
  • NIE, pierś nie jest odtwarzana „z najgorszych materiałów” – w większości szpitali chirurg dobiera materiały i sposób rekonstrukcji do anatomii pacjentki, tak, aby uzyskać efekt maksymalnie zbliżony do zdrowej piersi. jeśli w danym szpitalu podchodzą do tematu inaczej, wystarczy wybrać inny szpital. mamy do tego prawo.
  • NIE, nie musi być to operacja oszpecająca – widywałam operacje wycięcia guzów piersi i zapewniam, przy każdej chirurg bardzo starał się, żeby zachować maksymalną estetykę piersi. cięcia wykonywane są tak, aby nie były widoczne w normalnej bieliźnie czy bikini. sutek zazwyczaj jest zachowany, czasami tylko z cieniutką blizną wokół brodawki. i zawsze – zawsze! – można wcześniej porozmawiać i dowiedzieć się, w jakim stopniu widoczne będą blizny pooperacyjne.

faktem niestety jest, że NFZ jest mało skłonny do profilaktyki

nie oznacza to jednak, że trzeba wydawać fortunę na badania. dużą część kobiet stać mimo wszystko na to, żeby sprawdzić predyspozycje genetyczne do raka piersi oraz wykonywać badania profilaktyczne nawet prywatnie:

  • badanie BRCA1 i BRCA2 to koszt ok. 300 – 350 zł
  • jeśli są wskazania, można je wykonać „na NFZ” – na przykład w tych ośrodkach
  • zwykłe USG piersi to koszt ok. 50 – 90 zł (zależnie od placówki)
  • mammografia wraz z opisem i konsultacją lekarską to koszt ok. 100 zł
  • mammografia dla kobiet w wieku 50 – 69 lat jest bezpłatna

to, co możemy robić całkowicie za darmo, to samodzielne badanie piersi. jak je wykonać, wyjaśnia poniższa ulotka:

nie napiszę „nie bójmy się raka piersi” – bo należy się go obawiać, zawsze. ważne jednak, żeby ta obawa nas nie paraliżowała, tylko skłaniała do systematycznych badań.