Posted by Kira on Kwiecień 26th, 2013

co jakiś czas trzeba wymienić telefon. nie, żeby poprzedni przestał działać, ale dlatego, że z każdym kolejnym lepiej wiemy, czego właściwie od ustrojstwa oczekujemy. po paru tygodniach zastanawiania się nad wyborem kolejnego telefonu, trafiłam u swojego operatora na Motorolę Defy Mini i stwierdziłam, że starczy tego wybrzydzania. teoretycznie, spełnia ona moje wymagania. praktycznie, spełnia ona moje wymagania. prawie.

generalnie, od jakiegoś czasu wahałam się między dwoma opcjami:

  • smartfon z dużym, minimum 4,8″ wyświetlaczem, mogący robić od biedy za tablet w sytuacjach, kiedy nie chce mi się tabletu czy innego netbooka taszczyć;
  • smartfon z dowolnym wyświetlaczem, ale za to taki, który może mi wpaść do jeziora czy w piasek, a potem nadal spokojnie działać.

pierwszej opcji jak sądzę tłumaczyć nie trzeba, druga zaś ma ścisły związek z tym, że latem jeżdżę rowerem, szwendam się po różnych stawach czy innych jeziorach, i bardzo wpienia mnie ciągłe zastanawianie się, czy nie zepsuję sobie przy tych okazjach telefonu. jako, że lato w pełni (po długiej zimie i 3-dniowej wiośnie) – padło w końcu na opcję drugą. a że z odpornych na wodę i pył telefonów był jedynie Samsung Solid, którego już zresztą mam, oraz Motorola Defy Mini, no to wzięłam Motkę.

ogólnie jestem z tego fonika zadowolona. jest mały, zgrabny, ładnie zaprojektowany, do tego wodoodporny i wodoszczelny (sprawdziłam, ryzyk-fizyk, nie spsuł się) i wygodny przy obsłudze jedną ręką. idealny.
…prawie. bo jako telefon do użytku “sportowego” powinien jak dla mnie mieć jeszcze jedną, bardzo istotną rzecz: jakikolwiek zaczep, żeby można go sobie było złapać karabińczykiem. SE Xperia Active ma bardzo fajny, Solid rónież, to i Motka też by mogła.

zainstalowany jest na nim Android, fakt że 2.2, ale całkiem wygodny. ma soft zarówno do podstawowego korzystania z Netu, jak i do multimediów czy nawet do biegania. można zresztą korzystać z dobrodziejstw Google i doinstalować sobie co się tam chce. jest więc niewątpliwie smartfonem.
…prawie. bo poinstalowany soft nie jest wcale najlepszym, jaki można znaleźć w danej kategorii, jest multum ciekawszych. i, rzecz jasna, można je sobie zainstalować… a nie, wróć. nie można. bo większość z nich chce koniecznie instalować się w pamięci telefonu, a tej nie jest jakoś szczególnie dużo, no i jest już zawalona softem preinstalowanym. który najlepiej by było po prostu wywalić i podmienić na coś wybranego przez siebie, no ale wywalić się nie da.

ma GPSa. bardzo fajnego zresztą, świetnie łapie sygnał, nie gubi nawet w schronach przeciwatomowych (znaczy np. u nas w piwnicy), nie zdarzyło mi się jeszcze, żebym miała z nim problem. ma mapy Google’a, nawigację, więc nic, tylko sobie korzystać.
…prawie. bo o ile GPS działa świetnie, o tyle defaultowe mapy niekoniecznie przejmują się dokładnością. konkretniej mówiąc, potrafią mi pokazać, że stoję sobie właśnie z rowerem 2km dalej, na środku sporego stawu. na innych mapach działa prawidłowo.

ma obsługę głosową. można sobie wyszukiwać głosem, i notować głosem, i z odpowiednim softem nawet otwierać programy, czy też je obsługiwać głosem. można odpalić głosem fejsa i ustawić głosowo status, zrobić sobie zdjęcie czy przesłać pliki na Dropboxa. rewelacyjnie wygodne.
…prawie. bo owszem, obsługa głosowa jest, ale wymaga stałego połączenia z Netem, jako że korzysta online z Google. wyjeżdżasz na chwilę z zasięgu i wracasz do epoki notatnika klepanego. ok, można to rozwiązać ściągając trochę softu i siedząc nieco przy jego konfiguracji. pewien niesmak jednak pozostaje.

ogólnie, w tym telefonie wszystko jest jakieś takie właśnie “prawie”. z dwoma wyjątkami – dwie kwestie nie pasują mi w 100%, całkowicie i absolutnie.

  • filozofia “zawsze online”. owszem, ona jest fajna, jak się siedzi w mieście czy ogólnie pojętej cywilizacji. ale nie kupiłam wodoodpornego telefonu po to, żeby siedzieć z nim w domu. czasami jestem offline. i wtedy, bez wcześniejszych przygotowań, o obsłudze głosowej czy nawet korzystaniu z map mogę spokojnie zapomnieć. NOKIA takich problemów nie robiła.
  • reklamy. tu filozofię można spokojnie określić jako “reklama – wciska się na chama”. ok, nie mam nic do tych w aplikacjach, uczciwie się ich pozbyłam kupując po prostu pełne wersje i tyle. nie wiem jednak jak i skąd, nadal miałam cholerne reklamy w pasku powiadomień, oraz – co mnie totalnie wkurwiło – dodające sobie samopas, bez pytania, skróty “do siebie” na pulpicie. nosz kurwa mać, powiedziałam sobie dobitnie, i zablokowałam w cholerę. można, jasne, tylko jak płacę za telefon, soft, abonament, to czemu do licha muszę jeszcze blokować reklamy?

podsumowując: tragicznie nie jest, da się tego używać bez większego stresu, tylko trzeba spędzić nieco czasu na dostosowaniu sobie do własnych potrzeb. łatwiej jest mi się w każdym razie przekonać do Androida, niż do nowego mobilnego OSa Microsoftu. ale – następnym telefonem jaki kupię, będzie jednak BlackBerry. lubię rzeczy, które po prostu działają, bez zbędnych kombinacji.

Leave a Reply

You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>