27 października 2012

zima, zima, zima… no, prawie. ale blisko.

pewnie mnie zaraz połowa z was zlinczuje – uwielbiam śnieg. co prawda niekoniecznie taki, który spada i od razu zaczyna się topić, tworząc mało malownicze błoto, ale z braku laku… a dzisiaj mam na ogrodzie jakieś 10 centymetrów bielutkiego, ślicznie lepiącego się śniegu. i naprawdę cudne widoki za oknem.

to powyżej, to nie jest kartka pocztowa ani żadne stockowe foto. to zdjęcie, które zrobiłam dzisiaj rano, stojąc przed własnym domem. nie ma na nim żadnych filtrów ani poprawek – właśnie tak wyglądał zimowy krajobraz, spod którego przebijały jeszcze resztki kolorowej jesieni. i był naprawdę przepiękny.

i to jest pierwszy z powodów, dla których uwielbiam śnieg.

drugi jest znacznie bardziej przyziemny: niecierpię deszczu, błota i ogólnej pluchy, a tak zazwyczaj wygląda pogoda późną jesienią. śnieg kończy ten wodnisto-błotny koszmarek sprawiając, że być może wróci się mokrym i zmarzniętym, ale już nie uwalonym.

a trzeci to psy. kto ma psa lubiącego śnieg, ten zrozumie bez słów. reszcie wyjaśniam: widok psiarni robiącej nosem pług po całym ogrodzie – po prostu rozkłada na łopatki. a zaskoczenie, kiedy rzucona biała „piłka” gdzieś nagle znika po uderzeniu z ziemię – absolutnie bezcenne…

dzisiaj spadł śnieg. świat wygląda pięknie, a psy są szczęśliwe.

oczywiście, jutro pewnie zostanie po tym tylko plucha, kolejne kałuże i więcej błota. nie szkodzi. za kilka tygodni codziennie poranki będą białe. jasne, lato jest świetne, ale trochę mi już tego białego świata brakuje.