16 października 2012

aborcja, czyli wolność kapitalistyczna

nie chce mi się naprawdę prowadzić dyskusji o moralnych i światopoglądowych aspektach aborcji – i tak działa stara zasada, że prawda jest jak dupa: każdy ma własną. kwestia dopuszczalności prawnej przerywania ciąży w skrajnych sytuacjach życiowych ma jednak także inny aspekt. pokazuje jasno: kobieto, chcesz wolności? – to bierz się za zarabianie kasy.

aborcja w prywatnym gabinecie lub klinice kosztuje, w zależności od standardu miejsca, gdzie się ją wykonuje, mniej więcej 1500 – 5000 zł.  poza granicami kraju, w zależności od kierunku, w którym się pojedzie, od nawet 100 euro – taka mniej więcej standardowa cena to około 450 euro. tutaj dochodzą jednak oczywiście koszty przejazdu i ewentualnego noclegu na miejscu.

do 9 tygodnia ciąży zasadniczo nie trzeba się aż tak wysilać, wystarczą środki farmakologiczne. do nabycia przez Internet za około 70 euro lub w Polsce za około 700 – 800 zł. opieka medyczna po poronieniu jest „w pakiecie” od NFZ, więc na tym koszty w sumie mogą się skończyć – mniej stresujące jest jednak skorzystanie z gabinetu prywatnego, kolejne kilka stów.

nie rzucajcie się z pięściami – to nie są żadne ściśle tajne informacje, wystarczy komputer z dostępem do Netu i kilka telefonów do gabinetów i zagranicznych klinik, żeby taką wiedzę uzyskać w ciągu jednego przedpołudnia.

nie w tym jednak rzecz.

rzecz w tym, że niezależnie od tego, jak bardzo restrykcyjna będzie ustawa „antyaborcyjna” – wszystko powyższe pozostanie bez zmian. w dalszym ciągu wystarczy, w wersji minimum, jakieś 1000 – 1500 zł, żeby jednak wbrew woli i pomysłom ustawodawców, nie być zmuszoną do kontynuowania ciąży, która z jakichś powodów jest niepożądana.

efektem jest coś, co nazywam roboczo „wolnością kapitalistyczną”: możliwość swobodnego decydowania o tym, czy ciążę kontynuować, czy przerwać, istnieje. po prostu, jak to na wolnym i konkurencyjnym rynku bywa, ma swoją cenę. ściśle ustaloną i wymienioną powyżej.

żyję więc w takich interesujących czasach, kiedy prawo do wolności podejmowania decyzji jest jednym z dóbr luksusowych i można je kupić tak samo, jak telewizor plazmowy czy samochód. trzeba tylko mieć odpowiednią sumę pieniędzy. wbrew pozorom, większość społeczeństwa tą sumę ma, lub może zdobyć w wymaganym sytuacją czasie. wystarczy coś sprzedać, pożyczyć parę stów od rodziny czy znajomych, albo skorzystać z jednej z dziesiątek ofert szybkich pożyczek.

problem jak zwykle miałyby więc tylko te kobiety, których na dobra luksusowe – telewizor, samochód, wolność decyzji – nie stać. i rozumiem, że kapitalizm tak działa, ale jednak jakoś trudno jest mi uznać, że tak właśnie działać powinien – i że taką właśnie sytuację powinni wspierać nasi szanowni posłowie. których, notabene, w razie czego stać na wolność bez najmniejszego problemu.

(*UWAGA! żeby nie było najmniejszych wątpliwości: wszystkie komentarze odnoszące się do moralnej, etycznej czy religijnej strony aborcji – wypierniczę bez ostrzeżenia. nie mam ochoty mieć tutaj tego cyrku i nawalania po wirtualnych pyskach, jakie standardowo pojawiają się wszędzie, gdzie wyskoczy temat aborcji. nie o tym jest ten tekst.*)