Lipiec dobijał nas wysokimi temperaturami. Dobijał w sensie dosłownym, bo niemal ciągłe +35'C i bezchmurne niebo z lejącym się, aż gęstym żarem
słońca - może wykończyć zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Gnani więc instynktem samozachowawczym, wymyśliliśmy zamontowanie klimatyzacji i
wygrzebanie kupionego w zeszłym roku 5-metrowej średnicy basenu ogrodowego.
Ja do kompletu kupiłam jeszcze rower, konkretnego Krossa, do
pojeżdżenia po lesie - bo po ulicach to nie ma nawet co próbować.

W zeszłym tygodniu zamontowana została klima.
Wczoraj po południu
przyszedł rower, skręciłam i jest gotów do użytku.
Wyznaczyłam sobie trasę wzdłuż torów do Aquaparku.
Dzisiaj w nocy skończył się napełniać
basen, ponad metr głębokości.
Oczywiście, dobrze się domyślacie:
nad ranem zaczął lać deszcz...I ma popadać jeszcze do niedzieli. A
potem też upały wracać nie zamierzają.
I jak tu się nie wkurzyć...?