Miesiąc temu zamówiłam swojego pierwszego e-papierosa. Jednorazówkę - szczegóły w tekście E-papieros - beta testy. Pomijając taki drobny szczegół jakto, że śmierdział
plastikiem - był po prostu świetny. Zamówiłam więc kolejnego, tym razem wielokrotnego użytku.
A przynajmniej wydawało mi się, że
wielokrotnego...

EVOlution Intellicig Black Edition przyszedł już po 4 dniach od zamówienia. Idzie wybaczyć, bo po drodze był weekend.
Był naprawdę rewelacyjny - smakował miętą, nie plastikiem i dawał się spokojnie palić gdziekolwiek się chciało. Na dodatek był znacznie bardziej
poręczny - mniejszy, lżejszy, wygodniejszy do trzymania w ręku.
Słowem - ideał... aż do pierwszego ładowania baterii.Pierwsze
ładowanie baterii trwało kilka godzin i skończyło się totalnym fiaskiem. Papieros nie chciał się naładować i kropka. Porozumiałam się ze sprzedawcą i
odesłałam urządzenie poleconym.
Zwrotka, z wymienionymi uszkodzonymi elementami, przyszła znów po weekendzie. OK! Zmontowałam całość w
e-papierosa - tzn. przykręciłam atomizer do baterii i założyłam kartridż - no i sie zaciągnęłam.
Podobno głupi ma zawsze
szczęście.Moje polegało na tym, że nadal mam twarz na swoim miejscu. E-papieros puścił bowiem normalny kłąb pseudodymu... po czym
błyskawicznie rozgrzał się do takiej temperatury, że uznaję za cud uniknięcie wybuchu baterii prosto przed nosem i oczami. Szczęście, że po naszej
chacie walają się wszędzie rozmaite narzędzia, bo dzięki temu udało mi się od reki praktycznie złapać szczypce i diabelstwo rozkręcić na części
pierwsze.
No ale wspominałam coś o głupim, nie?
Otóż kiedy wszystko ostygło, uznałam idiotycznie, że skręcę to jeszcze raz i zobaczę, co
zrobi.
Zrobiło dokładnie to samo, tylko znacznie szybciej - tzn. momentalnie zaczęło parzyć w palce. Rozmontowałam ponownie, trzeci raz już nie
składam.
Boję się tego cholerstwa i tyle.Teraz czeka mnie rzecz jasna użeranie się o zwrot kasy. Sprzedający świetnie
współpracował kiedy chodziło o jej wydawanie, ale po informacji, że towar chciał mi zrobić operację plastyczną - pokazano mi tylko palcem punkt
regulaminu dotyczący reklamacji. Proste, no nie?
Ale nie odpuszczę im tych 130 złotych, nie ma nawet mowy.
Ponieważ zaś zdążyłam już
sobie trochę powdychać nikotynę - i nawet schudnąć 3kg - znów jestem w dupie. Znaczy w nałogu. Niech żyją gadżety...
Z tego punktu widzenia
SMOZ wygrywa. W sumie, to walkowerem.Nie wiem czy pamiętacie - SMOZ to taka plastikowa imitacja papierosa, która ma zamiast nikotyny -
wkład z olejkami eterycznymi. Kupiłam go jakoś latem zeszłego roku, kiedy podejmowałam pierwszą próbę rzucenia palenia.
Świetnie zaspokaja
potrzebę sięgania po papierosa, a przy tym nie truje użytkownika. No i nie wybucha mu w twarz, co jak się okazuje też jest istotne.
Właśnie
wydobyłam go na powrót z szuflady i z zaangażowaniem z niego korzystam.
Wnioski końcowe z doświadczenia.Nikotyna jest fajna,
likwiduje chęć zeżarcia polowy lodówki. Za to jednak błyskawicznie uzależnia.
E-papieros jest fajny, pod warunkiem ze trafi się na porządny
egzemplarz od porządnego sprzedawcy. Jeśli nie - można sobie przypadkiem zafundować pełną modernizację twarzy, gratis w cenie zakupu elektronicznej
fajki.
SMOZ jest do dupy, ale lepszy niż e-papieros jeśli chodzi o zaspokajanie odruchu sięgania po fajkę. Nie grozi śmiercią
znaczy.
Następny zakup - inhalator nikotyny firmy Nicorette, Już z powrotem są w sprzedaży, czas przetestować. Te 3kg w dwa tygodnie wybitnie
mi się podobają, chcę więcej.