Ostatniego papierosa wypaliliśmy z Grześkiem mniej więcej dziewięć miesięcy temu. Mogę się wypowiadać co prawda tylko za siebie - ale ja na pewno nie
wrócę już do tego smrodliwego nałogu. Myślę zresztą, że on też nie.
Za dużo korzyści mam z braku fajek w moim życiu - kilka
najważniejszych:
* nie chyrlam jak gruźlik, a ataki astmy są naprawdę sporadyczne;
* nie duszę się po paru km na rowerze czy kilku piętrach po
schodach;
* wiem jak smakują potrawy i wystarczy mi szczypta przypraw;
* nie szczypią mnie oczy, nie śmierdzą ciuchy, nie sterczę z fają na
mrozie.
Ale dalej mnie kręci...

...e-papieros. Ta elektroniczna zabaweczka, która kiedyś dawno temu miała mi pomóc rzucić
"analogowe" papierosy, a teraz okazuje się być naprawdę ciekawym gadżetem, który nie tyle świetnie zastępuje smrodliwego fajka, co stanowi
ciekawostkę samą w sobie...
Taki nałóg dla geeka...E-Papierosy zdążyły już sobie zdobyć całkiem sporą rzeszę wiernych fanów,
którzy zamiast latać w środku nocy po nową paczkę fajek - podłączają wyglądające jak długopis ustrojstwo do portu USB, idą zaparzyć kawę, a kiedy
wrócą - e-fajka jest już gotowa do użycia.
I nic dziwnego, że liczba miłośników elektronicznych papierosów rośnie praktycznie z miesiąca na
miesiąc. Bo:
Jakiś nałóg mieć trzeba.Wbrew pozorom wcale nie jest tak, że rzucamy fajki i zostajemy bez nałogów. Przyroda nie
lubi próżni. Papierosy służyły nam dotąd do paru istotnych rzeczy:
* nawiązywanie stosunków społecznych -
idziesz na fajkę?* odskocznia
dla umysłu -
nie wiem cholera jak to ruszyć, idę zapalić* zajęcie czymś rąk -
będziesz za 10 minut? a to sobie akurat
zapalęFajki rzuciliśmy, potrzeby zostały. Albo - fajek nigdy nie paliliśmy, ale te potrzeby są.
Więc znajdujemy sobie różne
przyzwyczajenia, rytuały, nałogi...
Nałóg e-papierosowy wygląda stosunkowo niewinnie.No bo zastanówmy się - jakie w zasadzie te
nałogi mamy do wyboru?
Przypominam, że główne nasze -
cywilizowanych ludzi - zajęcia polegają na wielogodzinnym przebywaniu w
zamkniętych pomieszczeniach - czy to domu, czy biurowca. A wieczorami czy podczas weekendów, choć opowiadamy znajomym jakie to zaliczyliśmy imprezy
czy ile przepłynęliśmy albo przebiegliśmy - sadzamy dupę na czymś miękkim i staramy się z tego miękkiego nie ruszać. No, może do pubu na
piwko...
Więc jakie odskocznie znajdujemy sobie przy tym siedzeniu na dupie?
->
uzależnienie od papierosów - bardzo popularne,
wykańczające w tempie ekspresowym, i to w bardzo porządnych męczarniach. myślę, że jeśli ktoś ma palić papierosy, to w zasadzie dowolny inny nałóg
będzie mniej niezdrowy... pomijam, że trujemy też znajomych, rodzinę, a także ukochanego psiaka czy kota - tak, je też to zabija.
->
piwo,
wino, wódka, i inne - alkoholowe nałogi, nawet jeśli nie prowadzą do uzależnienia sensu stricte, i tak rozregulowują organizm. wątrobę mamy jedną
i mam wrażenie, że raczej powinniśmy o nią dbać. zwykle zaś jest tak, że ci, którzy nie palą, to przynajmniej to piwko przy kompie
dziabną...
->
nałogi żywieniowe - chipsy, paluszki, czekoladki, dropsy, solone orzeszki, pierniczki, batoniki... nie ma tak, że siedzisz
przy komputerze, klepiesz, i nie stawiasz sobie obok monitora jakiejś odskoczni dla rąk i umysłu. w sumie jedzenie jest już i tak lepsze niż piwo,
fatalnie jednak wpływa na naszą wagę - a co za tym idzie także kondycję, figurę i zdrowie. nie, nie wciskajmy sobie kitu, że potem 2 czy 3 godziny
biegamy.
->
nałogi kofeinowo-dopalaczowe - jeśli szczęśliwie nie palimy, nie żremy kilogramów chipsów (tylko paluszków), to niemal mur
beton pijemy litry kawy. albo redbulla. albo, ze zdrowszych, yerba mate. czy cokolwiek innego, co daje kopa. kop ma jednak tą właściwość, że szybko
mija - a organizm, zmuszony przez jakiś czas do pracy na wysokich obrotach, pada ze zmęczenia. a my mu wtedy następną kawę...
->
suplementy
diety - ten nałóg jest w naszym kraju stosunkowo nowy, ale na świecie znany od lat. rano witaminka C, potem ze dwie tabletki magnezu, po południu
odstresować się pigułą z melisą, wieczorem Centrum zapijane wyciągiem z ziół... i wydaje nam się że tacy zdrowi się robimy. a to też tylko
odskocznia.
A e-fajka nie ma stwierdzonych skutków ubocznych.Ok, trzeba oczywiście wziąć pod uwagę fakt, że pierwsze e-papierosy
weszły na rynek jakoś tak w 2004r. Oznacza to niestety, że nikt nie używał ich jeszcze dłużej niż pięć lat. To zwykle za mało, żeby stwierdzić jakąś
konkretniejszą szkodliwość - tzn. trzeba brać pod uwagę że to jednak nie cyjanek, może działać bardzo powoli i mniej efektownie.
Jak na razie
jednak e-papierosy uznawane są za mało szkodliwe, a taka Austria uznała je nawet za produkty medyczne (podobnie jak plastry nikotynowe). W Danii
prowadzone są obecnie badania mające na celu określić ewentualny szkodliwy wpływ inhalacji nikotyny z e-papierosa na organizm ludzki.
Już teraz
jednak wiadomo na pewno, że są one o niebo bezpieczniejsze niż tradycyjne, "analogowe" papierosy. Paląc takiego wdychamy bowiem... well, zamiast
listy - obrazek:

Skąd to świństwo się bierze?...
Papieros składa się z rurki z cienkiej bibułki, wewnątrz której znajduje
się mieszanka tytoniowa zawierająca spreparowane liście różnych odmian tytoniu. Kiedy palacz podpala jego koniec, zaciąga się dymem, do jego płuc
dostaje się nikotyna wraz z całym szeregiem innych, wytwarzanych w procesie spalania, substancji chemicznych.
Nikotyna działa na organizm
człowieka na wiele różnych sposobów, gdyż blokuje działanie kilkudziesięciu różnego rodzaju enzymów.
W małych dawkach działa ona stymulująco,
powodując wzmożone wydzielanie adrenaliny, co powoduje wszystkie związane z tym objawy (zanik bólu i głodu, przyspieszone bicie serca, rozszerzone
źrenice itp).
W większych dawkach powoduje trwałe zablokowanie działania układu nerwowego - pojawia się uczucie lekkości, następnie zmiana
percepcji, zmiana postrzegania otoczenia, światłowstręt, zmęczenie, brak energii, uczucie oderwania od rzeczywistości, myślotok, wymioty,
biegunka.
A tak działa e-papierosE-Papieros to de facto elektryczne urządzenie służące do podawania niewielkich ilości nikotyny
metodą inhalacji. Ustnik zawiera kartridż wypełniony e-liquidem, zawierającym nikotynę (istnieją wersje bez nikotyny), glikol propylenowy (50% do
99,6%), glicerynę (0% do 49,6%) i opcjonalnie dodatki smakowe lub aromatyczne.

Podczas "zaciągania się" przez użytkownika, mikroprocesor przez przełącznik podciśnieniowy wykrywa przepływ powietrza i aktywuje
zasilanie do tzw. atomizera. Atomizer wprowadza mikroskopijne kropelki płynu do przepływającego powietrza przez podgrzanie płynu do temperatury
150-180°C.
Tworzy to parę, która jest inhalowana przez użytkownika. Glikol propylenowy powoduje, że płyn tworzy mgiełkę przypominającą
wyglądem dym tytoniowy, dodatek gliceryny zwiększa ten efekt.
Ponieważ zaś w e-papierosie nie zachodzi proces spalania, tylko odparowania
(atomizacji) płynu - są one pozbawione szkodliwych substancji smolistych, jakie występują w tradycyjnych papierosach.
E-Papieros
beznikotynowy i użytkowy?Z założenia, e-papieros miał być alternatywą dla tradycyjnych, palących się papierosów. Taki zamiennik. Ewoluował
już jednak, i w tej chwili można spokojnie kupić kartridże bez nikotyny, za to z rozmaitymi substancjami smakowymi i aromatycznymi.
Całkowicie
realna stała się więc wizja, którą do niedawna jeszcze można było przedstawiać chyba tylko jako science-fiction:
siedzi sobie młody, zdrowy
człowiek i zaciąga się aromatycznym, zdrowym pseudodymem snującym się z elektronicznego urządzenia...Myślę, że spokojnie można byłoby
wykorzystać to cwane urządzenie, jakim jest e-papieros, także do innych - poza zajęciem czymś rąk - celów. Na przykład do inhalacji leków
przyjmowanych kilka razy dziennie. Albo do przewentylowania sobie płuc czymś zdrowszym po powrocie ze śmierdzącego spalinami miasta. Parę innych
zastosowań też by się znalazło.
Warunek - nie traktować e-papierosa jako papierosa.Oczywiście, kiedy paliłam, e-papieros wydawał
mi się być urządzeniem ściśle, a wręcz chyba nierozerwalnie, związanym z analogowymi papierosami i mogącym co najwyżej je zastępować.
Teraz,
kiedy nie palę, a papierosy jako takie są mi doskonale obojętne i zbędne, patrzę na e-papierosa po prostu jak na ciekawy inhalatorek.
I tak się
zastanawiam w zasadzie, czy sobie nie kupić tego ustrojstwa. Razem z wkładami nie zawierającymi nikotyny, a za to dającymi w ustach miętowy, kawowy,
cytrusowy, czy zupełnie inny, odświeżający smak. Taka inhalacyjna guma do żucia - nie tylko odświeża oddech, ale też daje rękom zajęcie.
Bo nie
czarujmy się - to, że obok laptopa leży opakowanie paluszków, nie wpływa za dobrze na rozmiar mojego tyłka. Na kondycję też nie. A i pretekstu do
wyjścia sobie ze znajomymi przed lokal jakoś nie ma...