|
|
|
Kira MD: * Wyodrębnij samodzielnie swoje DNA * czytaj...
|
|
felietony: * Premium SMS - ile faktycznie zapłacisz? * czytaj...
|
|
|
|
Oczywiście, tak jak można się było spodziewać, nagle po śmierci Jacksona pojawiło się mnóstwo Młodych Gniewnych wywlekających na wierzch te wszystkie sprawy sądowe o molestowanie dzieci.
Powiem krótko: nie wierzę w tą jego pedofilię.
Znaleźli sobie kozła ofiarnego z górą kasy. Dziwnie wyglądał, dziwnie się zachowywał, no to heja - od razu podejrzany, tylko trzeba wymyślić o co oskarżyć coby sobie fortuny uszczknąć.
Nie dziwię się Jacksonowi ani trochę, że wolał przebywać z dziećmi. Był sławny. Miał wokół siebie zgraję palantów, którzy lizaliby mu buty, żeby tylko dostać choć kawałek tej sławy, tych pieniędzy. Nie mógł w żaden sposób liczyć z ich strony na szczerość, uczciwość, jakąś nić porozumienia.
Wszyscy o tym myślą, wszyscy półgębkiem sobie to mówią na ucho, ale jakoś nikt nie chce powiedzieć publicznie... No to ja powiem: to nieszczęście że zmarł człowiek, ale to szczęście, że definitywnie zszedł ze sceny podstarzały Król Popu.
To co tworzył Michael było obłędne. Częściowo dlatego, że trafił w dobry moment, okres głodu publiczności. Częściowo dlatego, że znalazł rewelacyjnych speców od wizerunku. Ale cokolwiek by nie mówić - w sporej części po prostu dlatego, że był dobry. Bardzo dobry.
Jego muzyka sprzedawała się w milionach egzemplarzy płyt na całym świecie. Niektóre jego teledyski do tej pory, nawet na tle tych nowych, maksymalnie podbajerzonych komputerowo, budzą podziw i po prostu zatykają.
Ale do cholery, to było 20 lat temu!
No to wróciłam. W sumie już w piątek, ale tyle się w tym czasie różnych takich nazbierało, że dopiero teraz mam chwilę czasu na uzupełnienie bloga.
A jest o co uzupełniać: pierwszy raz zdarzyło mi się być w polskim szpitalu, który wygląda i funkcjonuje jak szpital. Znaczy nie jak burdel, przechowalnia bagażu czy kafeteria dla osób w białych kitlach. Autentycznie, dawno już nie byłam tak zaskoczona, jak w zeszłym tygodniu.
Urzekło mnie podejście pielęgniarek do pacjenta. Urzekło mnie podejście lekarzy do pacjenta. Urzekły mnie również kompetencje zawodowe jednych i drugich. Urzekł mnie sposób urządzenia zarówno Kliniki jako takiej, jak i samych pokoi. Ale przede wszystkim urzekł mnie sam budynek, w którym mieści się Klinika...
 Ta fotka nie jest w żaden sposób retuszowana czy poprawiania. KNT naprawdę mieści się w ok. 200-letnim budynku o wyjątkowo interesującym wyglądzie.
Za 3 godziny ładuję się w pociąg i spadam do Poznania. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami zresztą.
Od jutra jestem więc dostępna tylko: * telefonicznie - dla tych, którzy mają numer. jak nie masz to widać nie masz mieć. * na GG - sporadycznie, ale to mam w telefonie, więc ogólnie będę się pojawiać. * na Blip-blogu, do którego będę się doklepywać z komórki.
Niestety to trzecie wbrew oczekiwaniom i planom na razie nie za darmo, bo aplikacja dodawana do startera GaduAIR rozpoczyna pracę od wywalenia w powietrze siebie i systemu telefonu jako takiego. Być może uda mi się to w ciągu najbliższych paru dni jakoś skonfigurować i wtedy będę na GG praktycznie non-stop - ale na razie płacę za pakiety, więc sporadycznie tylko.
Jeśli ktoś odczuwa nieodpartą ochotę podzielenia się ze mną komentarzem do mojego blipwpisu, to sugeruję robić to w komentarzach pod tym tutaj o wpisem. Ewentualnie przez samego Blipa, whatever.
I nie zawracać mi dupy linkami, i tak ich nie mam w czym otwierać :P Za to jakiś dobry dowcip - ale maksymalnie RAZ dziennie! - mile widziany :)
Do zobaczenia po Mobilnej Stronie Sieci.
|
12 Jun 2009 by Kira | odsłon: 60
|
podsumowano (3) razy
|
Jak strzelić swojemu internetowemu wizerunkowi w kolano, a potem dobić go bejzbolem? Jeśli szukacie odpowiedzi na to pytanie, należy zgłosić się do działu marketingu i PR firmy Dr. Oetker - ci bowiem postanowili właśnie wprowadzić w życie prowadzące do tego procedury.
Kojarzycie niejakiego Kominka? A jego tekst pt. Dr Oetker, ty pizdo! też kojarzycie?
Po czterech latach nagle skojarzył go też PR Oetkera i postanowił... ocenzurować Kominkowi tekst. Żądając jednocześnie usunięcia go z wyników wyszukiwania Google ;) Tak, też się ubawiłam jak norka...
No ale Kominek duży chłopiec jest i sobie poradzi - intryguje mnie natomiast pieruńsko jak wybrnie z tego Dr. Oetker. Bo problem panowie mają: - Kominek jest całkiem dobrze wypozycjonowany pod hasłem Dr. Oetker - Kominek po takich jajcach na pewno nie zmieni już swojego wpisu - historia próby zastraszania Kominka przez Dr. Oetkera pnie się szybko do góry w Google - przeczytało ją już pewnie do tej pory parę tysięcy osób i czytają kolejne - poczta pantoflowa działa zawsze sprawnie i z 5x tyle osób wie już, co Oetker wyczynia
Nie wiem co za idiota wymyślił takie podejście do tekstu Kominka - na miejscu zarządu spółki jednak postawiłabym go pod ścianą i rozstrzelała.
Uważam się za blogerkę. CGN istnieje czwarty rok, nawet bez jakichś większych przerw jak się tak zastanowić, po bliższym przyjrzeniu się wygląda jak blog - zakładam więc, że mogę na upartego określić się jako blogerka.
Mam się też za osobę raczej inteligentną - ale za licho ciężkie nie mogę załapać, dlaczego od kilku dni ciągle porównuje się blogerów do dziennikarzy, po czym wyskakuje - ZAWSZE - z konkluzją, że z blogera jest dupa nie dziennikarz...
Ja się szanowni państwo dziennikarze od ręki przyznaję, samodzielnie i nawet bez bicia: ze mnie naprawdę jest dupa nie dziennikarz. Jest też ze mnie dupa nie architekt, dupa nie trener fitness czy dupa nie przewodnik wycieczek po Egipcie.
Tak więc przestańcie już zapraszać profesorów, robić wywiady z socjologami, tworzyć długaśne listy porównujące nas z wami. A przede wszystkim - przestańcie w końcu strzelać focha, dobra?
Popularność googlowej przeglądarki Chrome zaraz po jej wejściu na rynek - poszybowała pod niebiosa. Niektórzy już po paru godzinach odtrąbili jej triumf. Aż tu nagle...
...nic się nie stało. Było to samo w sobie tak zaskakujące, że wszystkim, chyba z samym Google na czele, opadły szczęki. Okazało się bowiem, że ludzie ściągnęli Chrome, obejrzeli, pokiwali głowami, czasami coś napisali - i wrócili do swoich przeglądarek.
Szokujące. Kto w ogóle potrafi sobie wyobrazić, że poogląda się GMaila, a potem wróci na O2? Albo że się obejrzy Google Analytics, a potem wróci do swojego starego systemu analizy ruchu? Obłęd jakiś normalnie...
A jednak z Chrome tak właśnie było. Obecnie (stan na maj 2009) udział tej przeglądarki w rynku wynosi jakieś 1,8% - niby nie jest tragicznie, ale jednak jak na produkt Google, oczekiwałam jednak znacznie szybszego wzrostu.
Ściągnęłam więc Chrome, zainstalowałam, zaczęłam używać... i zrozumiałam.
1 2 >
|
|
|
|