|
|
|
Kira MD: * Wyodrębnij samodzielnie swoje DNA * czytaj...
|
|
felietony: * Premium SMS - ile faktycznie zapłacisz? * czytaj...
|
|
|
|
Klik-klik, kolejna odsłona, i następna, i tysiąc. Reklamodawcy będą zadowoleni, zapłacą więcej niż do tej pory. Klik-klik, nieważna jakość, ważna ilość - za jakość nie płacą w końcu, tylko za sztuki. Klik-klik.
Dziennik.pl przeszedł tym razem sam siebie. Chociaż szczerze mówiąc niejaka Kataryna, robiąca teraz bidna za ofiarę losu, też dała ciała po całości. Prawdę mówiąc jednak, wali mnie to z góry na dół - autentycznie, o Katarynie usłyszałam dopiero jak ta afera ruszyła, a pochlebiam sobie, że z obiegu sieciowego jeszcze nie wypadłam. Jej blog bynajmniej mnie nie zachwycił w każdym razie, a postawa Dziennika ani trochę nie zdziwiła.
Bawi mnie natomiast cały ten cyrk, jaki Dziennik stara się naokoło sprawy robić. Klik-klik, jest awantura, są odsłony. To logiczne. Śmieszny jest jednak poziom nabijania tychże odsłon.
Jak już lojalnie uprzedzałam, za pi razy oko dwa tygodnie wetnie mnie do Kliniki Nadciśnienia Tętniczego w Poznaniu. Netu mieć nie będę, bo to ogólnie beznecie jest, a jakoś mi się nie widzi taszczenie laptopa do szpitala skoro wiem, że będę latać po rozmaitych badaniach.
Ponieważ zaś z braku laku i kit dobry, postanowiłam sobie zrobić maksymalnie dużo "wejść" do netu poprzez Gadu-Gadu. Dlaczego akurat przez nie - w którymś z następnych odcinków.
Niezależnie jednak od powodów wyboru akurat GG, dzisiaj wystartowała podstrona CGN z wklejonym widgetem Blipa.
Nie jest to może szczyt marzeń, ale na jakiś czas w zupełności wystarczy. Tak więc jakby tu się przestało cokolwiek dziać, zapraszam tam ;)
|
29 May 2009 by Kira | odsłon: 66
|
podsumowano (0) razy
|
GoldenLine ogólnie lubię. No, może nawet nie to że lubię, ale przyzwyczaiłam się, sporo fajnych ludzi tam jest, pogadać można, a i parę fajnych kontraktów wpadło w tym czasie. Ale to, co ekipa GoldenLine zrobiła dzisiaj, powaliło mnie na łopatki i kazało rozcieńczyć z wodą część tego przezroczystego płynu z barku...
No bo bez kielicha nie podchodź normalnie: wzięli i france jedne zrobili, uwaga uwaga, ocenianie wypowiedzi. Takimi plusikami i minusikami. Czerwonymi i zielonymi. Żeby ładnie było, no.
Oceniania fotek jeszcze nie ma, ale to nieistotne. Prędzej czy później też będzie, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. I pojawią się funkcjonalności, o jakich nam się nie śniło...
Dlaczego?
Bo to coś, przez co rozmawiamy, to już nie jest Internet. To jest Kliknet. Klikenzi klakenzi klik klak. Nic innego nie jest istotne.
I już wszystko wiadomo - info na końcu
Lubię Orange. Naprawdę. Mam u nich numer w zasadzie od kiedy pamiętam i nigdy nie byłam jakoś mocniej niezadowolona. W Plusie i Erze bywałam cholernie niezadowolona, więc Orange wypada jednak lepiej. Nie, nie próbowałam Play i nie, nie zamierzam - to tak żeby uciąć dyskusję na starcie.
Ale to, co wyczynia mój ulubiony pomarańczowy operator z klientami pre-paid, to normalnie o pomstę do nieba woła i coś powinno spaść z góry i ich piznąć...
Dawno dawno temu przeniosłam sobie numer z pre-paid na abonament, po czym doładowaniami i innymi rozkoszami bycia klientem usług przedpłaconych z ulgą zapomniałam. Jednakowoż w ciągu ostatnich paru tygodni rozbudowuje mi się nieco życie zawodowe, uznałam więc, że czas wprowadzić ponownie do użytku drugi numer.
Oczywiście, uznałam, że skoro ładnie mnie obsłużyli z abonamentem, to z POP-em będzie podobnie. I to było z mojej strony cokolwiek durne założenie...
Właśnie jednym szybkim cięciem zakończyłam zaczętą dopiero co terapię u psychologa. Przyjechałam dzisiaj godzinę za wcześnie, i tak sobie siedziałam, czekałam, i myślałam. To ostatnie zawsze wywołuje jakiś kataklizm, więc dzisiaj nie mogło być inaczej.
Tak sobie siedząc i myśląc wymyśliłam w końcu, że w zasadzie to ja nie wiem co ja tam robię. I po co ja to w zasadzie robię. A jak się nie wie po co się coś robi, to logiczne wydaje się zaprzestanie robienia tego - nie?
No bo na logikę, to mam dwa problemy: zespół Aspergera i zeszłoroczny cyrk nadciśnieniowy z efektem w postaci utraty dziecka. Pierwsze w zasadzie mi nie przeszkadza, drugiego i tak mi psycholog nie rozwiązuje. Więc po licho?
Orange zrobiło loterię i rozdaje w niej 150 sztuk samochodów BMW 116i. Na całe szczęście marketingowcy nie pojechali po bandzie, i beemki są klasycznie czarne, a nie na ten przykład pomarańczowe.
Zrobili natomiast inną interesującą rzecz, i pieruńsko jestem ciekawa, co im z tego wyjdzie. Żałuję szczerze, że nigdy nie będzie mi dane zobaczyć treści SMS-ów, które przyjdą jako zgłoszenie udziału w loterii...
...ponieważ zasady mówią tak: aby wziąć udział w loterii, przyślij na numer XXXX zgłoszenie - SMS-a o dowolnej treści, np. "BMW" czy "GRA"
Pamiętacie niesławne "press any key"? Pamiętacie, bo kto nie pamięta... ;) No więc tutaj zrobili "press any few keys, whatever you want". Taki eksperyment: daj małpie klawiaturę telefonu i czekaj, co z tego wyniknie.
Ja już chrzanię tą beemkę, ale dajcie mi zaznać radości intelektualnej i opublikujcie gdzieś zestawienie najciekawszych SMS-ów, jakie przyjdą... Proszę!
|
18 May 2009 by Kira | odsłon: 61
|
podsumowano (2) razy
|
Próbowałam nosić okulary. Naprawdę próbowałam. Ale ja się do tego nie nadaję - niewygodne to, ciśnie w nos, spadywuje ;) jak się chcę kawałek przebiec, trzeba odwracać całą głowę jak się chce spojrzeć w bok, pole widzenia jest wkurzająco ograniczone... Pass. Wróciłam do soczewek.
I szczerze: Nobla dla tego, kto wymyślił miękkie soczewki kontaktowe.
Nic nie uwiera w nos, nie muszę się przejmować parowaniem, spadaniem, obracaniem głowy. Mam normalne, zdrowe oczy - tyle, że częściowo demontowane na noc.
Oczywiście, skoro nie chce mi się użerać z okularami, to tym bardziej nie chce mi się użerać z pojemniczkami, płynami, dezynfekowaniem, czyszczeniem, przechowywaniem, płukaniem i całą resztą tej soczewkowej otoczki. To chyba oczywiste, nie?
1 2 >
|
|
|
|