Myślałam że będzie gorzej. Serio. Wczorajszą ostatnią fajkę okupiłam taką dusznością i kaszlem godnym zaawansowanego gruźlika, że chyba w zasadzie z
ulgą przywitałam dzisiaj myśl nie zapalę fajki. Co ciekawe, do pi razy oko 2 w nocy oglądałam sobie seriale na AXN i co prawda co jakiś czas
pojawiało się fajka, fajka, fajkę mi dajcie - ale jakoś tak bez przekonania i w zupełności wystarczało spojrzeć na inhalator Ventolin żeby od
ręki przechodziło.
A wstałam tuż po 6 rano i od ręki okleiłam się plasterkiem Nicorette, poziom 1. I jak na razie, mimo że siedzę przy kompie,
to ochotę na fajkę mam żadną. Dziwaczne, ale kompletnie żadną. Mój mężczyzna też został rano oklejony, na swoje własne życzenie - tak więc mam
nadzieję, że wspólnie się tego świństwa z życiorysu pozbędziemy.
Perypetie każdego dnia będę wrzucać jako aktualizacje wpisów. Coś mi mówi, że
jako osobne wpisy zajęłyby całego bloga ;)
godzina 7.45
Na wszelki wypadek, żeby za bardzo nie kusiło - sprzątnęłam wszystkie
popielniczki, wywaliłam paczki po papierosach, schowałam zapalniczki i wyczyściłam sobie biurko. W życiu nie podejrzewałabym, ile tego cholernego
popiołu z fajek może się po wyglądającym na względnie czysty blacie szwendać, cała ścierka uświniona. Jak sobie pomyślałam, że ten syf jeszcze wczoraj
ładowałam sobie prosto w płuca, to aż się sama sobie zaczęłam dziwić, a przestała mnie kompletnie dziwić astma...
godzina
10.20
No dobra, bywało milej. Skończyłam porannego newsa, przesiadłam się na CGN, a ręka odruchowo otworzyła szufladę w poszukiwaniu (na
oślep, jak zawsze) fajek. Muszę sobie kawę zrobić, bez cukru i mleka - przysypiam, a zwykle w takich momentach zapalałam papierosa i kop z nikotyny
stawiał mnie na nogi. Dzisiaj będzie kofeina.
Staram się nie siedzieć za długo cięgiem przy kompie, bo tu zawsze najwięcej paliłam i brakuje mi
tego odruchu. Piszę kawałek, idę porobić coś w domu, potem piszę następny kawałek, idę, i tak na zmianę. Dzięki temu nie mam za bardzo czasu się
zastanawiać nad fajkami.
Co ciekawe, ciśnienie zamiast spaść, nieco wzrosło. Podejrzewam, że jest to efekt trochę jednak zbyt silnego
plasterka. Kochanie ma mi kupić ten drugiej fazy, bo zdaje się, że nikotyny to ja aż tyle nie potrzebuję. Na razie jednak włączyłam na wszelki wypadek
Isoptin 120 SR do terapii nikotynowej. Interakcji z plastrami nie ma, a ciśnienie powinno szybko spaść do normalnych wartości.
Kochanie też się
jak na razie trzyma dzielnie. A ja trzymam kciuki, żeby tak mu już zostało.
godzina 13.00
Pierwszy kryzys za mną, zwycięski ;)
Jednak te plasterki pieruńsko dużo dają. Ten poranny był zdecydowanie za silny, przez co koło 11.30 zaczęło mi się już tak totalnie w głowie kręcić,
że musiałam go ściągnąć. Jakąś godzinę było ok, po czym tak mnie naszło na fajki że przekopałam całą chatę w poszukiwaniu zachomikowanych.
Na
szczęście jakoś na początku przeszukiwania stwierdziłam, że plasterek jednak być powinien - przecięłam sobie ten mocny na 4 części i jedną nakleiłam
na ramię. Tak więc w momencie, kiedy tą zapasową fajkę wygrzebałam ze starej kurtki, nikotyna leciała już sobie spokojnie przez skórę i nie zapaliłam.
Na wszelki wypadek jednak fajek został pocięty na kawałki długości ok. 5mm, z filtrem włącznie, i spuszczony w kiblu. Więcej raczej już nie mam bo
przewertowałam wszystko :>
godzina 19.00
Jak na razie oboje się trzymamy. Dzień okazał się być mało odpowiedni na rzucanie
palenia, solidna nerwówka była - ale tak na dobrą sprawę, to ile by się nie czekało, zawsze byłby NIE TEN DZIEŃ. Znam siebie od tej strony
:>
Spadam sobie w pomidory. Są o tyle fajne, że jak człowiek ma uwalone ziemią rękawiczki, to i tak kiepsko się pali. Tak że de facto przy tej
robocie się nie pali. I o to chodzi :)
po północy
Nie rozumiem zjawiska:
1 szt. LM = 0,8mg nikotyny => na dobę: 24mg
nikotyny
1 szt. plastra => na dobę: 21mg nikotyny
-> plastry słabsze przy średniej dobowej
Na godzinę, z uwzględnieniem że nie pali się
całą dobę bo czasami się śpi:
LM => (30szt. x 0,8mg)/17h = 1,41mg nikotyny na godzinę
plaster => 21mg / 24h = 0,875mg nikotyny na godzinę (stałe
dozowanie)
-> plastry znacznie słabsze przy średniej godzinowej
To czemu do ciężkiej cholery strułam się nikotyną przyklejając na 3h
plaster, a nie trułam się paląc w tym czasie kilka papierosów...? Ok, rozumiem że całego 0,8mg z fajki w życiu się nie wciągnie, ale jednak jest to
więcej niż 0,875mg na godzinę. Dużo więcej.
A tak poza tym że zjawiska nie rozumiem, to muszę powiedzieć, że niepalenie z plasterkiem (no ok, z
1/4 plasterka) na ramieniu - to niemalże czysta przyjemność. Niemalże, bo na chwilę obecną... co tu kryć: królestwo za porządnego macha po pysznej
kolacji, do pysznej kawy, po wyjściu spod prysznica, i w milionie innych sytuacji...
Ale to przejdzie. Maksymalnie za parę dni. Jak zawsze :P