...więc tak sobie siedzę (i palę, pewnie) i próbuję znaleźć sposób, żeby do tego cholernego nałogu podejść kompleksowo i metodycznie. Pewnie, można
rżnąć głupa że się ma silną wolę, przejechać parę tygodni na Tabexie i przez ten miesiąc czy dwa nie palić. Tyle że to jest jak z dietą Kopenhaską:
dajesz organizmowi wciury, a po jej zakończeniu i tak zostajesz na lodzie i nie wiesz co ze sobą zrobić bo się wskazówki skończyły. No to sięgasz po
znane ci od dawna jedzenie - i znów tyjesz.
Głównymi przeszkodami w rzuceniu palenia są: 1. Nikotyna - a raczej stymulowanie przez nią
wydzielania dopaminy. 2. Wyrobiony odruch, gest sięgania po papierosa i jego zapalania. 3. Rytuały: wstaję to palę; zjem coś smacznego to palę;
denerwuję się - palę. 4. Odruch Pawłowa - jak zapalę to jest przyjemniej. 5. Brak pomysłu na uhonorowanie danego momentu inaczej niż
fajką. 6. Brak pomysłu na siebie "po rzuceniu". 7. Niechęć do drastycznych zmian trybu życia.
No to trzeba się ze wszystkimi powyższymi
rozprawić po kolei...
1. Nikotyna i dopamina
Ponieważ brak dostarczania nikotyny wywołuje objawy odstawienne, przede wszystkim
trzeba się ich pozbyć. Przyjmując nikotynę, to chyba oczywiste. Do wyboru jest parę różnych postaci - gumy do żucia, plasterki, drażetki. Wszystkie
mają jednak tą wadę, że nikotyna albo jest dostarczana stale a nie wtedy, kiedy jej potrzeba, albo działa z kilkunastominutowym opóźnieniem. Słowem -
do dupy.
Potrzebne jest coś, co jej dostarczy szybko i wtedy, kiedy jest potrzebna. Mój prywatny wybór padł na Inhalator Nicorette - drogi
skurwysyn, ale biorąc pod uwagę ile wypalam fajek, to i tak oszczędność suma sumarum będzie. Sprawdzę jutro w aptekach, jak nie będzie to sobie
zamówię.
2. Wyrobiony odruch dotyczący gestu sięgania po papierosa
Wyciągam paczkę, wyjmuję papierosa, zapalam. Tego ciągu trzeba
się pozbyć z gamy odruchów warunkowych.
Na początek fajki porozkładam sobie po różnych zupełnie idiotycznych miejscach - będą w szufladach, na
półkach, w kubku z długopisami, ale nie w paczce papierosów. Sięgnięcie po paczkę będzie oznaczać wyłącznie wyjęcie fajki i odłożenie gdzieś
indziej.
Sięgać sobie za to mogę po identycznie się otwierającą paczkę gum Orbit - i po tym rzecz jasna parę minut na "wyżucie" tejże gumy,
co skutecznie powinno zlikwidować skojarzenie "otwieram paczkę - zaciągam się - czuję smak fajki".
Zawsze używam zapalniczki - no to won z
nimi. Zapałki, palnik kuchenki, whatever, byle trzeba się było ruszyć, w miarę możliwości niewygodnie i tak, żeby mi się kompletnie nie chciało
ruszać.
3. Rytuały
W samochodzie odpalać sudoku zamiast palenia, rano najpierw śniadanie, kawa osobno i papieros osobno, po
jedzeniu najpierw z psami na dwór a potem dopiero fajka. Palić za to w sytuacjach zupełnie idiotycznych: w połowie filmu, pod prysznicem, na huśtawce,
etc. Rytuały powinny się rozmyć w ciągu maksymalnie 2-3 tygodni.
4. Odruch Pawłowa
No jak zapalę to jest przyjemniej - skacze
dopamina, dostaję kopa. Dopamina skacze jednak także po czekoladzie, krótkim intensywnym wysiłku i paru innych rzeczach. Po nikotynie rzecz jasna
też...
Na początek: w momencie kiedy przychodzi "żeby było przyjemniej" sztachnąć się parę razy jakimś R1. Przyjemniej nie będzie bo to siano
a nie fajka. Potem sztachnąć się parę razy z inhalatora - od razu zrobi się przyjemniej, bo to już jest nikotyna. Potem rządek czekolady i będzie
jeszcze przyjemniej.
Jak już przejdzie odruch "palę - robi się jeszcze fajniej" to się zastanowię co dalej.
5. Brak pomysłu na
"uhonorowanie momentu"
A i cholera jasna na tym utykam. Bo na co zamienić tego papierosa, na gumę do żucia? Śmieszne. Na kawę? Jeszcze
bardziej idiotyczne, co to za kawa bez fajki niby. Co ja takiego mogę lubić, co da się zastosować w momencie, kiedy dana chwila wymaga
podkreślenia...?
Temat do poważnego przemyślenia.
6. Brak pomysłu na "siebie po rzuceniu"
Nie mogę sobie tego nijak
wyobrazić: siadam przy kompie... i co? Skoro nie odpalam papierosa to niby co robię? Że pracuję? No niby tak, ale bez tego macha w momencie
zastanawiania się nad kolejnym akapitem? Bez sensu.
Spróbuję z paluszkami. Odruch całkiem podobny, można wsuwać co chwilę, zajmuje i rękę i
usta. Najwyżej niestrawności dostanę jak będę ich zżerać parę paczek dziennie. Przy okazji jednak jest to też niezły sposób na wykorzenienie
najbardziej upierdliwego nawyku siedzenia przy kompie z fają, więc się opłaca spróbować potorturować żołądek...
7. Niechęć do zmian trybu
życia
No nie lubię. Chyba nikt nie lubi jak sądzę. Człowiek sobie życie poustawia, wyrobi sobie nawyki, a tu smyrt - i wszystko ma na łbie
stanąć? Wkurwiające jak diabli.
No to się powkurwiajmy...
Po pierwsze, przed północą do łóżka. Tak, będę kląć, wpieniać się, kombinować
czemu jeszcze posiedzieć, takie tam. Nieważne. Po drugie, rano śniadanie. Nie ma śniadania, nie ma fajki. Ale żeby sobie nie dołożyć następnego
nawyku - czasami po śniadaniu faja, czasem najpierw prysznic, spacer z psami, zielona herbata, cokolwiek. A czasami fajka. Po trzecie, trzy razy
dziennie po 15 minut biegania z psami. Biegania mówię, nie snucia się po okolicy. Nie ma biegania - wiadomo...
Do jutra spróbuję sobie jeszcze
kilka upierdliwych zmian wykombinować. W stylu palę tylko przy otwartym oknie, po fajce wychodzę się dotlenić, kawa i papieros osobno - różne takie
drobiazgi, które wybiją mnie po paru dniach z ustalonego rytmu codzienności. A jak już jakieś zmiany będą, to następne staną się mniej
wkurwiające.
Jeszcze nie rzucam. Ani dzisiaj, ani jutro.
Żeby mi tu nie przyszło zaraz 150 motywacyjnych tekstów. Na razie muszę
sobie wyrobić zupełnie inne nawyki, inaczej rzucanie nie ma najmniejszego sensu. Dokładnie na tej zasadzie, na jakiej nie ma sensu stosowanie
kilkudniowych diet odchudzających, jeśli się na stałe nie zmieni sposobu odżywiania. Waga wraca błyskawicznie. Nałóg też. Bo zostają
nawyki.
Rzucenie palenia jest banalnie proste akurat. Masę razy to robiłam :P Problem zaczyna się w momencie, kiedy trzeba stan niepalenia
utrzymać. Nawyki, rytuały, przyzwyczajenia, ściągają niechybnie myśl "tam jest paczka fajek, tylko 500 metrów do sklepu i życie wróci do normy". No
więc trzeba najpierw tą normę wypierdolić w powietrze, a dopiero potem brać się za niepalenie.
Na jutro:
1. Kupić albo zamówić
inhalator Nicorette. 2. Kupić poza LM'ami paczkę tego siana o nazwie R1. 3. Nie ma śniadania - nie ma fajki.
Po kolei, po kolei...
9 Mar 2009 by Kira | odsłon: 125
podsumowano (12) razy
Komentarze: 12
by @ 9 Mar 2009 - 09:57
Czy to refleksje po lekturze Dużego Formatu?
by Kira @ 9 Mar 2009 - 10:16
Nie czytuję. A co, trafiło im się coś ciekawego?... To refleksje po przyuważeniu, że może jednak zapalanie fajką Ventolinu nie jest najmądrzejszym pomysłem świata...
by xortha @ 9 Mar 2009 - 11:28
Tak przy okazji pozwole sobie zwrocic uwage, ze to nie sama nikotyna jest szkodliwa. To substancje smoliste zalatwiaja szanowne zdruffko, a znajdziesz je w tej samej ilosci w "sianku" jak i LMach.
by Kira @ 9 Mar 2009 - 11:47
Oczywiście że nie o nikotynę chodzi. Tą zamierzam sobie dawkować nadal, tyle że z inhalatora.
Sianko potrzebne jest do wyplewienia z podświadomości zależności "fajka = przyjemność". Sianko nie jest przyjemne, nie daje takiego kopa z endorfin, dlatego palenie go "w newralgicznych momentach" zamiast LM'a jest środkiem do ukrócenia nawyku zapalania dla zwiększenia siły doznań.
Bo generalnie to właśnie do tego dymka mam się zniechęcić. Do nikotyny jako takiej niekoniecznie, ona akurat bez nawyków jest łatwa do odstawienia.
by @ 9 Mar 2009 - 13:26
Zanim Religa kopyrtnął, zdążyli przeprowadzić z nim wywiad. Ciekawy, długi. Mówił m.in. o tym, że gdyby miał kiedyś obecną wiedzę, to nawet nie zacząłby palić. I użył swojego przykładu, by wpłynąć na palaczy: rzućcie to świństwo, to naprawdę zabija.
by Kira @ 9 Mar 2009 - 13:38
Gdybym miała kiedyś obecną wiedzę, to też bym nie zaczęła palić ;P Sęk w tym że już zaczęłam, w związku z czym trzeba się tego cholerstwa jakoś pozbyć po prostu...
Kupiłam te R1, paskudztwo jak cholera, nie smakuje fajką, nie działa jak fajka, obrzydliwe jest - słowem: dokładnie to, czego mi potrzeba... :)
by @ 9 Mar 2009 - 23:02
Ja mam ten problem z piwem. Pewnie nie chodzi o sam alkohol (bo parę butelek różności stoi w barku i kurzem zarasta), ale właśnie te zasrane rytuały... Przy kompie piwko, do filmu piwko, w końcu bez tego piwka to człowiek w piwnicy nawet porządku nie zrobi.
by @ 10 Mar 2009 - 01:02
eh..., dramatyzujesz i tyle. Chcesz rzucic palenie, kup plastry, naklej i rob to co do tej pory tylko bez fajki. Plastry naprawde pomagaja, wiem po sobie, wczesniej palilem 40 fajek dziennie dzis 0 a naprawde lubie/lubilem palic. Przekonalem sie ze mozna zyc bez fajki i dymu. Kuracja dziala i za 3 miechy bede wolny :) Mysle, ze Twoj problem nie polega na tym ze chcialabys rzucic ale na tym ze "twoj glos rozsadku" podpowiada ci ze powinnas ale ty lubisz palic i tak naprawde niechcesz z tego rezygnowac. Rzucic mozna, zapewnim cie, jesli sie chce, sa mozliwosci. Pozdrawiam i zycze powodzenia w rzucaniu.
by Kira @ 10 Mar 2009 - 10:03
Nie no, pewnie że można bez, ostatnio przez prawie 8 miesięcy to trenowałam :> Ale wyzbyłam się tym samym złudzeń, że nie będzie się chciało palić. Chciało się.
Plasterków, drażetek i całej reszty tego szajsu próbowałam - niewiele daje z jednego prostego powodu: to tylko nikotyna, brakuje rytuału. I to jego się muszę pozbyć z "chcę", nikotyna to sprawa mało istotna.
I fakt, nie chcę. Sęk w tym, że muszę.
by @ 10 Mar 2009 - 10:55
Zamień fajki na czekoladę - gorzką, taką powyżej 90% kakao, jak tak zrobiłem i trzymam się już drugi rok. Tu cytat z jakiejś mądrej strony: „Czekolada wysokiej jakości o dużej zawartości kakao (najlepiej powyżej 90%) zawiera magnez, który pomaga walczyć ze stresem, jesienną chandrą i złym samopoczuciem, pozytywnie wpływa również na nasz układ krwionośny. W czekoladzie znajdziemy też teobrominę, która pobudza pracę nerek, oraz stymulującą organizm kofeinę. Poza tym ten pyszny smakołyk zawiera poprawiające nastrój endorfiny. Od czekolady można się uzależnić. Ponadto czekolada jest uznawana jako afrodyzjak.”
Niestety ma to też efekty uboczne (i nie pisze o ostatnim zdaniu cycatu): po pierwsze czekolada też potrafi uzależniać, po drugie pozostaje kwestia dbania (lub nie) o tzw. linie i wcale nie jest to tańszy nałóg niż fajki, dobra jakościowo czekolada też ma swoją cenę. A teraz pa idę zapolować na kostkę czekolady ....