|
|
|
Kira MD: * Wyodrębnij samodzielnie swoje DNA * czytaj...
|
|
felietony: * Premium SMS - ile faktycznie zapłacisz? * czytaj...
|
|
|
|
W poniedziałek byłam u kardiologa, we wtorek u ginekologa. Wygląda na to, że zasadniczo z tych szopek wyszłam bez większego szwanku - pomijając, że nie mam już sprawnych żył pod kroplówkę, ale to niech się w razie potrzeby ktoś inny martwi. Mi tam kroplówki niepotrzebne...
Obie wizyty mocno poprawiły mi nastrój. Wychodzi, że całkiem słusznie olałam zostawanie w tym szpitalu dłużej, wyjątkowo słusznie nie wróciłam tam na czyszczenie i najsłuszniej przestałam żreć Dopegyt z Dihydralazyną i Isoptinem.
Mój organizm, jak to mój organizm, świetnie sobie poradził bez wątpliwej pomocy współczesnej medycyny - macica wróciła już do normalnych rozmiarów, wyczyściła się prześlicznie sama, jajniki pracują pełną parą, żadne mięśnie się nie ponaciągały, szyjka w pełni sprawna... Zupełnie jakby nic się nie stało kompletnie. Została mi tylko drobna tachykardia po tych cholernych prochach, ale tętno i tak już mi spadło ze 120 do ok. 95, czyli teoretycznie mieszczę się w normach (choć nie w swoich jeszcze).
Całe życie byłam zwierzątkiem roślinożernym - z gatunku tych, co to wyjadają jedzenie jedzeniu fanów mięsa. Nie wchodziło mi nie tylko mięcho, ale też nic tłustego, konserwowego, mocniej przetworzonego. I dobrze mi z tym było... Mojemu organizmowi widać też, bo zawsze wyniki cholesterolu miałam w normie.
Wczoraj odebrałam z laboratorium aktualne i szlag mnie trafił na miejscu: prawie 300mg/dl! Wystarczyło jakieś 1,5 roku wsuwania regularnych posiłków z gatunku tych, co to bez mięsa to nie obiad tudzież na chlebie ma być wędlina, a ziemniaki najlepiej polać tłuszczem z patelni.
Czas najwyższy wrócić do normalnego sposobu odżywiania się...
Serdecznie dość mam już czytania o iPhone, ale nocne "show" Ery i Orange były tak totalnym zbłaźnieniem się ichnych marketingowców, że aż mnie się ciepło na sercu zrobiło. Głównie dlatego, że najwyraźniej jednak Polacy są mniejszymi idiotami niż Amerykanie.
Wczoraj o północy w salonach Orange na ul. Kazimierza Wielkiego i Piłsudskiego odbyła się premiera iPhona. Zainteresowanie jest spore. - stwierdziła dzisiaj rano w wywiadzie dla Interii rzeczniczka prasowa sieci, Maria Piskier.
Cóż, panią rzeczniczkę chyba ktoś z łóżka wyrwał za wcześnie i nie zdążyła skonfrontować opowieści marketingowców z brutalną prawdą: impreza Orange została totalnie olana przez wszystkich poza może prasą. Impreza Ery zresztą tak samo, ale tam się przynajmniej rzecznik nie wydurnił z takim tekstem...
Wpis wywalam. Mam nadzieję że wystarczająco dużo osób zapoznało się już z jego treścią - poczta pantoflowa musi wystarczyć. Musi, bo właśnie kurwica jasna mnie trafiła:
Otóż pewien pierdolony sprzedawczyk jakiegoś pierdolonego wellnesa wziął sobie moją historię, zmienił jej zakończenie i użył, kurwa jego jebana mać i sto chujów mu w dupę - do 'udowadniania' jak to jego pierdolone produkty fajnie działają!!!
Jak zlokalizuję - a zapewniam, że zlokalizuję, oglądaj się kutasie pierdolony za siebie często i dokładnie - zatłukę gołymi rękami, utnę chuja i wsadzę dupkowi w jego pieprzone gardło!
Coraz lepiej idzie mi udawanie, że wszystko jest ok, zajebiście i w ogóle spoko. Spędziłam dzisiaj ok. pół godziny w towarzystwie zachwyconej mającym się urodzić w marcu rodzeństwem 8-letniej dziewuszki. Później ucięłam spokojną pogawędkę z jej mamą, 8 tydzień ciąży. W obu wypadkach udawało mi się nawet uśmiechać, głos nie zadrżał, nic mi nie wypadło z rąk. I nikogo nie udusiłam gołymi rękami.
Histerię odpracowałam w domu, z nawiązką, przez bite 20 minut potrzebnych na to, żeby kolejna tabletka relanium była łaskawa sobie zadziałać i odciągnąć mnie od tej sparszywiałej kurwy rzeczywistości. Ale samo udawanie i robienie miłej minki do skurwysyńskiej gry znów zaczynam opanowywać do perfekcji.
A na razie leci druga faza testów...
Czterech kardiologów, w tym jeden ordynator oddziału. Siedmiu ginekologów, w tym dwóch ordynatorów i trzech z kilkunastoletnim stażem. I żaden z nich nie wpadł na to, co od ręki stwierdziła moja lekarz rodzinna: nadciśnienie mam na tle nerwowym, i z tego oto prostego powodu można mnie faszerować dowolnymi pigułami, a efektu nie będzie. Albo będzie mikroskopijny, tak jak w przypadku Dopegytu czy Tritace, zbijających mi ciśnienie maksymalnie na 2-3 dni.
Największą stabilizację ciśnienia prawie w granicach normy uzyskuję za pomocą... zwykłego Relanium. Przy okazji chodzę sobie naćpana, co bardzo ładnie poprawia humor i pozwala się wyspać. Za działkę czegoś mocniejszego też bym się co prawda nie obraziła za mocno, no ale to i tak pocieszające, że wystarczy mieć nerwicę żeby się legalnie naćpać. Czasami się ta medycyna do czegoś jednak przydaje...
|
|
|
|