moda na organizowanie szkoleń dotyczących zarabiania w internecie trwa. obejrzałam właśnie kilka, i napadła mnie refleksja jak kac po sylwestrze. wiecie, jak się zarabia…?
„szkolenie”, o którym mowa, to w zasadzie jedynie nagrany filmik z samymi slajdami z prezentacji powerpointa. nie pokazuje się na nim nawet „szkoleniowiec”, słychać tylko czasami jego głos. ale nie to jest najśmieszniejsze.
najśmieszniejsze jest to, że w tym „szkoleniu” facet opowiada o tym, jak:
- wykorzystując emocje osób z kontaktów, zbudował swoją listę mailingową;
- sprzedał im następnie poradnik, którego nie zaczął nawet pisać;
- (poradnik był o czymś, o czym nie ma pojęcia bo zaczyna się tego uczyć);
- ludziom, którzy dali się już złapać na powyższe, sprzedaje teraz takie właśnie kursy „zarabiania” jak ten dzisiaj przeze mnie oglądany.
bezczelne? jeszcze nie. bardziej bezczelne jest to, że opowiadane w tym „filmie” historie są w necie. i są autorstwa innych ludzi, czasami faktycznie znających się na marketingu. cała powyższa lista ciekawostek jest więc rozwijana na bazie najnormalniejszego plagiatu.
strasznie jestem ciekawa, ile osób daje się tak w wała robić. bo może też powinnam?… ale facet, zaraz po stwierdzeniu, że każdy może szybko zacząć zarabiać, opowiada też (tak dla odmiany), że przy takim robieniu w wała trzeba się napracować. a ja nie po to oglądam kurs szybkiego zarabiania na czymkolwiek, żeby teraz się uwijać jak mrówka.
więc może skrócimy ten proces: 98 1140 2004 0000 3202 6683 3473
po prostu wpłacajcie i już*, to zaoszczędzimy czas na przekonywanie was i manipulowanie wami w celu skłonienia do wpłacania. jak każdy z codziennie odwiedzających tego bloga wpłaci 2,50PLN – to akurat starczy mi na fryzjera dla wszystkich sześciu psów.
/* – albo i nie, jak tam chcecie, ja nie z tych ;-)



